BERGITKA ROMA   CYGANIE-ROMOWIE   W POSZUKIWANIU NARODOWEJ TOŻSAMOŚCI
EKSPOZYCJA W MUZEUM W TARNOWIE   CYGANIE W JURGOWIE


menucygtozs.rtf - 65 kB
Adam Bartosz
W POSZUKIWANIU NARODOWEJ TOŻSAMOŚCI

Jesienią 1990 r. na ulicach wielkich miast polskich, a później i w mniejszych miejscowościach, pokazały się grupki brudnych, obdartych Cyganów rumuńskich. Poubierane w kilka warstw mocno zużytej odzieży, w chustkach okrywających długie, czarne włosy, siadały Cyganki na chodnikach, tuląc do siebie równie brudne dzieci. Już sam ich widok powodował, że do wyciągniętych dłoni sypały się hojne datki. Przechodnie mieli w pamięci niedawny przewrót w Rumunii, kiedy to po zamordowaniu przez przeciwników twardego komunizmu wieloletniego tyrana Nicolae Ceausescu, wypłynął na jaw ogrom popełnionych w Rumunii zbrodni. Każdy przybysz stamtąd był przyjmowany z różnymi odcieniami współczucia. Żebrzący Cyganie legitymowali swoją nędzę trzymając w rękach kartoniki, na których koślawą polszczyzną wypisane były zdania informujące o nieszczęściach, jakie bezpośrednio dotknęły proszących: "Ojca zabili mi oprawcy Ceausescu", "Jestem sierotą, wszyscy zginęli w czasie rewolucji" itp.

Nie dziw, że wokół żebrzących niebawem pojawiły się bułki, konserwy, owoce - a dzieciom wtykano do rąk czekoladę i pączki. Prasa biła na alarm - należy pomóc żebrzącym! Pracownicy Opieki Społecznej usiłujący nawiązać kontakt z Cyganami poprzez tłumaczy zetknęli się jednak z kategoryczną odmową opuszczenia ulicy i skorzystania ze schronisk. Przy tym żebrzący usilnie starali się dowieść, że są Rumunami, a nie - broń Boże! - Cyganami. Ku wielkiemu zdziwieniu sióstr PCK, żebrzący woleli nocować na dworcach niżeli być zamknięci w odległych od centrum schroniskach czy hotelach. Jeszcze większe zdziwienie i oburzenie stało się wynikiem konstatacji, że przybyszom nie chodzi bynajmniej wyłącznie o zaspokojenie głodu, czego dowodem były spotykane w pobliskich koszach na śmieci bułki z kiełbasą.

Właśnie w tym momencie współczujący wykazali absolutne niezrozumienie intencji żebrzących. Tak to kolejny raz zetknięcie się ze światem cygańskim zaowocowało niezrozumieniem ich kultury przez gadziów (nie Cyganów). Należy w tym miejscu przypomnieć, iż działo się to jeszcze przed okrutną wojną na Bałkanach, przed masowo pokazywanymi w TV obrazami okrucieństw tam popełnianych, nędzy wypędzonych, przed powtarzającymi się apelami o wsparcie coraz kolejnych grup nieszczęsnych ofiar konfliktów. Społeczeństwo polskie było wówczas jeszcze gotowe bardzo spontanicznie reagować na nędzę innych, zanim powszechność biedy i nieszczęścia spowodowanych konfliktami w latach następnych stępiło tę wrażliwość. Polacy mający w ogóle niewielki kontakt z Cyganami, a do tamtego czasu również z żebrakami, ulegli więc spontanicznemu odruchowi podzielenia się kawałkiem chleba z proszącymi. Tymczasem żebrzący na ulicach Cyganie bynajmniej nie tego podstawowego wsparcia oczekiwali. Oni tu po prostu przyjechali po to, by zarobić.

Przypadek Cyganów rumuńskich pozwala na zilustrowanie kilku istotnych cech kultury Cyganów, dzięki którym mimo wszelkich napotkanych w ciągu stuleci trudności i przeciwieństw zachowali do dziś własną tożsamość.

Otóż Cyganie potrafią doskonale przystosować się do spotykanych na swej drodze sytuacji i z każdej okoliczności pozyskać najbardziej dla siebie korzystne elementy. Przybysze z Rumunii, mimo że dotarli do zupełnie sobie obcego kraju, mimo iż po raz pierwszy opuścili kraj własny, w mig zorientowali się, że mogą liczyć na hojność przechodniów absolutnie przekraczającą ich oczekiwania. Stąd też początkowo ich stosunkowo bierna postawa w czasie żebrania, ograniczająca się jedynie do wyciągania rąk, głośnych wezwań (w niezrozumiałym zresztą dla Polaków języku - ale w rumuńskim, nie cygańskim) itp. gestów. Zachowywali się początkowo bardzo pokornie, pamiętając z własnego kraju, jak niechętnie traktuje się Cyganów, mając wpojony strach przed wszelką władzą, zwłaszcza zaś przed policjantem/milicjantem. Wyniesiona w własnego kraju świadomość niechęci otoczenia do Cyganów nakazywała im także konsekwentne podawanie się za Rumunów, zaprzeczanie swej cygańskości.

Podając się za Rumunów wykorzystali świeżą pamięć tragedii, jaka dotknęła ich kraj. Natychmiast zorientowali się, że pozowanie na ofiary bezpośrednich prześladowań i wypadków jest bardzo skuteczne. Znaleźli kogoś, kto odpowiednią treść wypisał im po polsku na kartonie (treść przepisywano w miarę zużycia kartonu, czyniąc niesamowite błędy), a z czasem, kiedy dostrzegli, iż naród polski jest demonstracyjnie pobożny, do rozłożonych kartonów z napisami doklejać poczęli obrazki święte i fotografie Papieża. Kiedy zaś po jakimś czasie, hojność przechodniów wyraźnie zmalała, żebrzący stali się bardziej natarczywi, wręcz nachalni. Dzieci poczęły zaczepiać przechodniów, klękając przed nimi, zaczęli żebrać w kościołach w czasie mszy, szarpiąc wiernych za rękaw itp. Z czasem zmieniły się też teksty na żebraczych tabliczkach. Na kartonach wyczytać można było "Jestem z Chorwacji" (to po rozpoczęciu tam wojny), "Jestem z Jugosławii" (kiedy już nie wiadomo było, kto jest ofiarą), "Jestem z Mołdawii" (to po kolejnym konflikcie). W międzyczasie np.: "Mam 4 dzieci, zbieram na operację" lub tp., a od połowy maja 1999 r. zdarza się dostrzec napisy "Jestem z Kosowa" (to po kilku tygodniach walk w tym regionie). Jeśliby potraktować żebrzącą rodzinę cygańską jako swoiste przedsiębiorstwo, wówczas powyższe zabiegi stanowić by mogły szczególny przykład działalności promocyjno-marketingowej, zmierzającej ku zwiększeniu obrotów/dochodów, ku pozyskaniu sobie największego grona potencjalnych "klientów".

Łatwość w przystosowywaniu się, w wykorzystywaniu istniejących tendencji, sympatii itp. widoczna była już w pierwszym zetknięciu się Cyganów z ludnością Europy. Otóż wśród chrześcijańskich mieszkańców przemierzanych przez nich w XV w. krajów rozpowiadali, iż są pokutnikami, którym nakazano (papież lub kto inny) wędrować przez ileś lat dla zmycia grzechu i że dlatego nie śpią w domach i nie mogą nigdzie na stałe osiąść. Powiadali też, że ich przodkowie wykuli gwoździe, którymi przybito Jezusa i odtąd ciążąca nad nimi klątwa nie pozwala im żyć inaczej. Kiedy indziej znowu mówili, że to Cygan właśnie ukradł czwarty gwóźdź, którym oprawcy mieli przybić obie nogi Jezusa do krzyża. Po kradzieży Cygana musiano do obu nóg Zbawiciela użyć jednego tylko gwoździa. W nagrodę za ten chwalebny czyn Bóg dozwolił Cyganom bezkarnie kraść. W swych zabiegach o uzyskanie pomocy, uniknięcie prześladowań, posługiwali się jeszcze innymi wątkami nawiązującymi do Ewangelii. Poznawszy zaś nieco zhierarchizowane społeczeństwo Europy feudalnej sami poczęli się podawać to za królów, to za książąt czy kapitanów lub tp. dostojników. Tworząc wokół siebie legendy przemawiające do wyobraźni Europejczyków, legitymowali tym swój niecodzienny dla otoczenia styl życia, wygląd, obyczaj. Owe legendy potrafili dokumentować odpowiednimi listami, które - do dziś niewiadomymi sposobami - uzyskiwali od monarchów europejskich a nawet od Papieża. Nawet jeśli to były falsyfikaty, a może właśnie mimo, iż były to może falsyfikaty, dowód to na niezwykłą przedsiębiorczość tych wędrowców z dalekich krain, którzy bynajmniej nie czuli się zagubieni w nowym otoczeniu.

Kolejne spostrzeżenie jakie można poczynić obserwując rumuńskich Cyganów dotyczy celów ulicznego żebractwa. Zaskoczenie, czy wręcz oburzenie ludzi z Opieki Społecznej odmową skorzystania ze schronisk było wynikiem potraktowania Cyganów jako uchodźców, którym należało dać jeść, ubrać ich i ewentualnie zastanowić się, gdzie ich odesłać dalej. Tymczasem oni do nas przybyli przede wszystkim za zarobkiem, tak jak nasi rodacy udają się na zarobek do Ameryki. A przecież nie byłby nasz emigrant absolutnie szczęśliwy, gdyby mu na lotnisku w Chicago zaproponować roczny pobyt we wczasowym ośrodku na koszt rządu USA, bez prawa jednak do pracy. Nasz emigrant wszakże woli mieszkać w piwnicy, pracować na 2 zmiany, ale po to właśnie tam przybył!

W tej samej sytuacji znaleźli się rumuńscy Cyganie w Polsce. Zarobić jak najwięcej, wydać jak najmniej! Odebranie im dzieci na ten czas, by dać im godniejsze warunki pobytu, odczuliby jako pozbawienie ich części warsztatu pracy. Dzieci tych Cyganów są narzędziem od małości wprawianym do żebractwa i siedzenie na ulicy w mrozie czy deszczu nie stanowi dla nich dolegliwości większej, niż inne, które im towarzyszą w życiu codziennym. Tym siedzeniem potrafią zresztą zarobić niekiedy znaczne sumy, które zwłaszcza po zamianie na zachodnią walutę, czynią z ich rodziców ludzi majętnych po powrocie do Rumunii. Oburzenie przechodniów, także i mediów, budzi również spostrzeżenie, iż mężczyźni na ogół nie żebrzą, a jedynie korzystają z zarobku swych dzieci i kobiet. I to także nie jest właściwym odczytaniem relacji w rodzinie cygańskiej. Otóż mężczyzna jest odpowiedzialny za "organizację pracy". On z daleka nadzoruje swe kobiety, interweniuje w sytuacjach zagrożenia (zdarzają się bowiem przypadki napaści na kobiety, odbieranie im pieniędzy, pobicia), wyszukuje dogodniejszych miejsc do żebrania, nawiązuje kontakty, rozpoznaje stosunki, załatwia wiele spraw bytowych. Mężczyzna ma świadomość znacznie mniejszej skuteczności żebractwa, gdyby sam zajął na ulicy miejsce swej kobiety i budzącego współczucie dziecka. Na przykładzie obecnej migracji Cyganów z Rumunii prześledzić można dynamikę cygańskich migracji z wieków wcześniejszych. Otóż Europa południowo-wschodnia, zwłaszcza zaś Bałkany, to wrota, przez które Cyganie dotarli do środkowej Europy i skąd podążyli dalej na zachód i północ. Tereny te stały się także niewyczerpanym rezerwuarem cygańskiej populacji, która co jakiś czas podrywa się do kolejnych, masowych migracji. Pierwsze grupy Cyganów dotarły do Europy środkowej w wiekach XIV i XV. W XVI w. w krajach rumuńskich Cyganie zostali uznani za niewolników i ich wędrówka zatrzymała się tu na wiele pokoleń. Dopiero w połowie XIX w. kiedy z połączenia Mołdawii i Wołoszczyzny powstało zjednoczone państwo Rumunia, aktem państwowym uwolniono Cyganów. Mimo wiekowej niewoli, przymusowego osiedlenia, natychmiast dziesiątki rodzin wyruszyły stamtąd na północ i zachód. Wtedy m.in. i Polska zaludniła się grupami Kełderaszy i Lowarów - cygańskich szczepów, które przemierzając kontynent dotarły rychło do Ameryki. Część ich oczywiście została u nas i mieszkają tu do dziś.

Obecna migracja nosi wiele cech podobnych do tamtej. Znowu, po blisko półwieczu niemal niewolniczego życia, zamknięci w rejonach, których im nie wolno było opuszczać, ograniczani w swobodach kultywowania tradycji, kiedy tylko zostali zaopatrzeni w paszporty - natychmiast ruszyli w świat. Część z nich pobyt w Polsce czy Czechach traktuje jako sezonową migrację zarobkową, choć już rozpytują o możliwości pozostania na stałe. Inni z miejsca starają się tu urządzić, nocując w ekstremalnie trudnych warunkach na śmietniskach i dworcach. W pierwszych latach tej migracji całe rodziny starały się też przedostać dalej, gdyż ich upragnionym celem od początku były bogate kraje zachodnie. Przy zachodniej granicy Polski notowano więc największe ich skupiska. Zanim nie uszczelniono tam granicy, do tragedii dochodziło, gdy całe rodziny usiłowały w początku lat 90. przeprawić się przez Odrę na materacach turystycznych. Niektórym te eskapady się udały. Pozostawiali za sobą w Rumunii tak niewiele, że każde ryzyko zdawało się opłacalnym. Dziś jest ich więc sporo w Niemczech i Francji.

Pod wieloma względami uwolnienie Cyganów w Rumunii, poprzez udostępnienie im paszportów, ma podobieństwo do sytuacji w Polsce z końca lat siedemdziesiątych. Wówczas również swoboda w otrzymaniu paszportów spowodowała, że setki Cyganów z Polski wyemigrowało na Zachód (emigrowali zresztą nie tylko Cyganie). Tylko część z nich wróciła lub wraca.

Sytuacje te świadczą o niezwykłej mobilności Cyganów, o fiasku wszelkich zabiegów powstrzymujących ich pęd do wędrowania. Osiadli a raczej osiedleni przez pokolenia, z wielką łatwością zmieniają miejsce zamieszkania, kiedy tylko nadarzy się ku temu dogodna okazja. Wędrują nadal - wciąż szukając miejsc, gdzie im będzie lepiej. Od początku bowiem, odkąd pojawili się na gruncie europejskim, towarzyszyły im akty niechęci i przemocy. Oto, jak ich określa najstarsze polskie źródło, "Kronika, to jest historia świata", napisana w 1564 r., przez Marcina Bielskiego: "Lud próżnujący, chytry, tajemny, plugawy, dziki, czarny. Gdzie się przywloką, tam wiarę trzymają, aby im dawano. Mowę sobie zmyślili ku kradzieży godną...." I tak przez kilkadziesiąt wierszy. Ten wizerunek Cygana, w jakimś stopniu trwa do dziś jako powszechny stereotyp. Dalej zaleca Bielski, by starostowie strzegli granic i nie wpuszczali Cyganów "do ziemie". Podobnie czyniono wówczas i w innych ziemiach, toteż Cyganów przeganiano z kraju do kraju.

Widząc nieskuteczność takich zarządzeń, w dobie absolutyzmu oświeconego próbowano Cyganów asymilować, na siłę pozbawić ich kultury. Charakterystyczne były zabiegi, które czyniła w tym kierunku austriacka monarchini Maria Teresa w latach 70. osiemnastego wieku. Nakazała odbieranie Cyganom dzieci, aby je wychowywać w rodzinach chłopskich, w wychowaniu cygańskim upatrując głównych powodów niewłaściwego życia tego ludu. Zakazano wówczas Cyganom hodowli koni, uprawiania tradycyjnych profesji, wędrowania, a nawet nakazano ich publicznie nazywać Nowochłopami (Neuebauer) lub Nowowęgrami (Újmagyar). Cesarzowa chciała bowiem, by nawet nazwa Cyganów została zapomniana. Oczywiście reformy te, choć kontynuowane przez jej następcę, nie odniosły zamierzonych skutków.

Znacznie bardziej radykalne kroki podjął król pruski - Fryderyk Wilhelm, który w "Ustanowieniu naprzeciw wkradaniu się i tułaniu po kraju Cyganów", pisze w 1793 r.: "Zatrzymani Cyganie mają do najbliższej fortecy być oddani, i chociażby żadnej kradzieży nie popełnili, na całe życie do festunku (twierdzy), a kobiety ich do zuchthauzu (więzienia) dożywotnio mają być osadzone".

Zaś w całkiem nam bliskim wieku XIX wyczytać można było w wołoskim kodeksie karnym: "Cygan rodzi się niewolnikiem. Dzieci zrodzone z Cyganki są niewolnikami. Cygan bez właściciela jest własnością księcia". Jeszcze w latach pięćdziesiątych tamtego wieku można było w Mołdawii kupić na licytacji całą rodzinę cygańską, jak głosi zachowany plakat - "w dobrej kondycji".

Późniejsze instrukcje policyjne traktowały Cyganów nadal, jak zbrodniarzy. W Monachium wydano w 1905 r. "Zigeunnerbuch" do użytku służbowego Biura Bezpieczeństwa i Policji. Wyczytać można w tej "Cygańskiej książce" m.in. "Cyganów należy poddać najbardziej surowemu nadzorowi policyjnemu, a w przypadku naruszenia ustawy bezwzględnie doprowadzić do ich ukarania". Do instrukcji dołączono spis przypadków, w których należy karać Cyganów, a z którego wynika, że karać ich można najsrożej nawet za samą ich obecność w kraju.

Okresem szczytowym prześladowań Cyganów był czas nazizmu. W 1936 r. Hans Globke zalecał: "Te same zasady, jakie stosuje się do Żydów, winny być zastosowane również do innych obcych rasowo mieszkańców". To znaczyło dla Cyganów jedno - śmierć. Z rąk nazistów zginęło ich do 1945 r. od 300 tysięcy do około pół miliona. Było to jednocześnie od jednej trzeciej do połowy całej populacji cygańskiej w Europie. Relatywnie więc społeczność cygańska w czasie Holocaustu straciła największy odsetek swych współbraci.

I nie na tym koniec tragedii. W latach sześćdziesiątych we wszystkich krajach socjalistycznych siłą osadzono jeszcze wędrujących Cyganów. W Czechosłowacji spalono ich wozy, a konie milicja zabijała, by zatrzymać cygańską wędrówkę. W Polsce osiedlanie przebiegało nieco mniej dotkliwie. Ale poufne instrukcje z tych lat nakazywały m.in. wykorzystanie wszelkich możliwych pretekstów i nieznanych Cyganom przepisów, by ich zniechęcić do wędrówki karami finansowymi i policyjnymi. Zalecano więc karać za organizowanie nielegalnych zgromadzeń, nieposyłanie dzieci do szkoły, brak dokumentów osobistych, palenie ognia, deptanie trawy, wyrąb gałęzi w lesie, spanie na wozie, prowadzenie koni luzem, tratowanie rowów... Każdy ruch, każda czynność wędrującego taboru lub pojedynczego Cygana mogły być ukarane. I były karane jak najsurowiej. Wieczni wędrowcy stopniowo poddawali się, osiedlając się w przydzielanych im byle jakich barakach. Z nadzieją, że kiedyś znowu ruszą w drogę. Z latami jednak przywykli do wygody życia osiadłego, z czasem zrozumieli też, że wędrować przecież można nadal, jak wędruje w Polsce każdy turysta. Po latach odżyły więc cygańskie wędrówki letnie, tyle że w zmienionej scenerii obozowisk campingowo-samochodowych.

Polityka państw socjalistycznych szła w kierunku uczynienia z Cyganów obywateli równoprawnych pod każdym względem. Dla realizacji tego celu stosowano bardzo różnorodne zabiegi. Z jednej strony ustanawiano stały nadzór policyjny i administracyjny dla kontrolowania tej społeczności (podobnie zresztą, jak to stosowano wobec innych mniejszości etnicznych i narodowych), z drugiej zaś oferowano im szeroką pomoc finansową dla działalności kulturalnej, bezpłatne kursy czytania, rzemieślnicze, porady prawne, medyczne, pomoc socjalną itp. W policyjnym systemie społeczność cygańska czuła się stosunkowo bezpieczna, aczkolwiek utrzymywane do końca lat 70. limitowanie dostępu do paszportów bardzo mocno odczuwała. Wraz z zachwianiem się systemu komunistycznego Cyganie, podobnie jak inni obywatele, skorzystali z powiększających się swobód, gromadnie emigrując z Polski na Zachód gdzie już czekały na nich wcześniej zadomowione rodziny. A w kraju równocześnie z przejściem na gospodarkę wolnorynkową ustała pomoc państwa dla cygańskich stowarzyszeń kulturalnych, zmalał też nacisk administracji na egzekwowanie obowiązku szkolnego, utrudniony stał się natomiast dostęp do pracy. Rewolucja społeczna przełomu lat 80. i 90. zaowocowała wśród Cyganów nawrotem analfabetyzmu, bezrobociem oraz licznymi aktami nietolerancji czy wręcz zbrodniczymi napadami osób i grup nastawionych wrogo do mniejszości.

Nieco lepiej działo się i dzieje w krajach zachodnich. Tam nie było bowiem przymusu osiedlania się. Natomiast utrudniano i utrudnia się Cyganom wędrówki i postoje, umieszczając na potencjalnych miejscach biwakowania odpowiednie zakazy. We Francji widzieć można szlabany zamykające drogi odchodzące od szos. Tak zagradza się dojazdy do prywatnych posiadłości m.in. przed koczowniczymi Cyganami. A że większość terenów we Francji to własność prywatna, postoje możliwe są tylko w wyznaczonych, opłacanych miejscach.

W Anglii często koczują oni na poboczach dróg, na wysypiskach śmieci, złomowiskach. W Rzymie, gdzie na terenie wielkiej aglomeracji jest kilkadziesiąt stałych cygańskich koczowisk, władze municypalne w trosce o higienę postarały się o doprowadzenie tam wody i elektryczności. Koczowiska te są też niekiedy skanalizowane. Małe koczowiska istnieją nawet pośród bloków mieszkalnych czy na niedużych skwerach. Są one okresowo opuszczane, i na ogół zajmowane ponownie przez te same rodziny. Te większe, stałe, obrastają budami, wagonami campingowymi, przyczepami. Stają się odrębnymi dzielnicami, żyjącymi własnym żywotem koczowników w centrum wielkiej stolicy europejskiej. Kraje zachodnie w latach 80. i później zostały wręcz zalane falami cygańskich emigrantów z byłych krajów socjalistycznych. Szczególnie wiele Cyganów wyemigrowało z Bałkanów objętych od początku lat 90. wojną. Rządy tych krajów przeznaczają ogromne sumy na programy pomocy Cyganom w adaptacji do nowych warunków pobytu, a ostatnio także kierują odpowiednie projekty finansowe do krajów, które są źródłem emigracji, by emigrację tę powstrzymać (dotyczy to m.in. Polski).


***


Żyjący pośród różnych społeczeństw Cyganie, różnią się bardzo między sobą. Na podziały rodowe, szczepowe, terytorialne, nakładają się podziały językowe, obyczajowe. Nie posiadając pisanej historii, tworzą oni mity o swym pochodzeniu i swoich dziejach. Nie mając ponadgrupowej zwierzchności, tworzą lokalne systemy społeczne, kodeksy moralne, obyczaje. Jako lud wędrowny zatracają z pokolenia na pokolenie pewne elementy kultury nabyte wcześniej na rzecz nowych, bardziej atrakcyjnych, lepiej odpowiadających sytuacji, łatwiejszych w adaptacji do otaczającej społeczności. Nie posiadając centralnych ośrodków przekazywania tradycji, dziedzictwa kulturowego, norm - opierać się muszą na autorytetach starszyzny, która jest ostatecznym arbitrem w sprawach o normy, wykładnię prawa zwyczajowego, reguły językowe. Obserwuje się jednak w niektórych środowiskach zmniejszanie się autorytetu starszyzny i przejmowanie funkcji wykładni prawa i autorytetu moralnego przez energicznych, wykształconych młodych liderów grup czy rodów.

Najłatwiej wyzbyli się Cyganie pierwotnej religii. Gdziekolwiek są, przyjmują religię otoczenia. Podporządkowanie się religii panującej było już we wstępnych kontaktach niezbędnym krokiem dla osłabienia kierowanej ku nim agresji. Stąd też w Polsce Cyganie są głównie katolikami, na Wschodzie wyznają prawosławie, na Bałkanach i w Azji są też muzułmanami. Wszędzie jednak religię traktują dość powierzchownie, skupiając się głównie na jej zewnętrznej, widowiskowej formie. Mają więc w domach mnóstwo figurek i obrazów o treści religijnej, chętnie uczestniczą w odpustach i pielgrzymkach, lubią wystawne obrzędy religijne. Natomiast sfera sakramentu jest im często nader obojętna.

Podobnie przejmowali i przejmują miejscowe obyczaje rodzinne i doroczne, miejscowe stroje, muzykę, wierzenia itp. Przy tym owo przejmowanie elementów kultury miejscowej zauważyć można wyraźnie dopiero w kolejnym etapie wędrówki, czy w kolejnej generacji. Tak więc ci którzy do Włoch przybyli z Bałkanów noszą wiele cech kultury bałkańskiej, które w ich poprzednim miejscu pobytu stosunkowo niewiele różniły ich od ludności miejscowej. Tam z kolei wyróżniali się np. tureckimi czy innymi, bardziej orientalnymi cechami. Zamieszkujący od końca lat 70. w Szwecji Cyganie z Polski zachowują do dziś mnóstwo polskich cech w kulturze, w języku, świadomości. Ich dzieci natomiast - choć mają świadomość, iż pochodzą z Polski (znają najczęściej język polski) - nasiąkają naturalnie elementami miejscowej, szwedzkiej kultury. Tak cygańsko brzmiąca dla nas muzyka wykonywana przez "naszych" Cyganów, w miejscu ich (lub ich ojców) poprzedniego pobytu była wręcz muzyką miejscową - węgierską, mołdawską czy ukraińską. Prawda - oni ją wykonywali zarówno tam jak i wykonują tu po swojemu, po cygańsku. Przy tym i ta "cygańskość", sposób interpretacji, także ma swą genezę gdzieś na szlaku wędrówki ojców. Kultura Cyganów w znacznej mierze jest zbiorowiskiem elementów kultur narodów, z którymi zetknęli się oni w swej wędrówce. Im dłuższy kontakt z jakimś miejscem, tym więcej elementów miejscowej kultury. Dlatego tak trudno mówić generalnie o muzyce cygańskiej, o ich stroju, o obyczaju. Charakteryzując jakieś sfery ich kultury należy bowiem odnieść ową charakterystykę do możliwie blisko określonego czasu i przestrzeni.

Podobnie jak w innych grupach, które starają się poszukiwaniu/utrwalaniu własnej tożsamości, stworzyć wizerunek tradycyjnej, narodowej, macierzystej kultury, Cyganie próbują m.in. odtwarzać wizualny obraz "tradycyjnego Cygana". Czyni się to głównie na potrzeby sceny, dla produkcji folklorystycznych. Kreuje się schemat cygańskiego stroju, który całkowicie jest wymysłem wyobraźni, kompilacją romantycznych obrazów stworzonych przez zauroczonych cygańszczyzną romantyków czy, powieleniem operetkowych obrazków autorstwa ubiegłowiecznych folklorystów. Stąd też ten stereotypowy obraz barwnego Cygana i Cyganki zaczyna się coraz bardziej uniwersalizować, w drodze poszukiwań wizerunku najbardziej odpowiadającego gustom i wyobrażeniom niecygańskim.

Podziały kulturowe i językowe jakie przez wieki powstały są tak głębokie, że Cyganie z odległych krajów z trudnością mogą się dziś porozumieć. Brak języka pisanego i wspólnego centrum jego kodyfikacji sprawiły, że język ten rozwija się w izolacji, w rozmaitych wariantach dialektalnych, a na niektórych obszarach zanika. Brak do niedawna wykształconej inteligencji nie sprzyjał kontaktom, które by wychodziły poza układy grup interesów i wspólnoty rodzinne.

Cyganie zamieszkujący Polskę także różnią się między sobą, a różnice te są m.in. wynikiem różnych dróg, które ich z Bałkanów prowadziły do nas, oraz różnych okresów, w jakich do Polski przybyli. Różnice owe zaznaczają się w języku, obyczaju, tradycjach folkloru, a także we wzajemnym dystansie grup do siebie. Ale znający tę społeczność bez trudu potrafi zidentyfikować grupę, do której należy poznany Cygan m.in. po nazwisku, jakiego używa, po słowach, jakie wypowiada, bez potrzeby bliższego wypytywania o pochodzenie.

Generalnie można podzielić Cyganów zamieszkujących Polskę na dwie grupy, różne pod względem stosunku do tradycji wędrowania. Cyganie zwani przez innych Górskimi, Bergitka Roma, a przez naukowców Karpackimi, to z dawna - co najmniej od końca XVIII w. - osiadli we wsiach karpackich biedacy cygańscy. Byli dawniej kowalami, muzykantami, osiedlali się w małych, ubogich osadach na skrajach wiosek górskich, żyjąc w wielkiej biedzie. Do dziś zamieszkują charakterystyczne osady na Sądecczyźnie, Spiszu, Podhalu. Zatracili już dawne profesje, z wyjątkiem muzykowania. Część z nich przeniosła się jeszcze w latach 50. do Nowej Huty i na Dolny Śląsk. Część mieszkańców tych osad standardem życia nie odbiega dziś od góralskich sąsiadów, większość jednak nadal żyje bardzo ubogo.

W przeciwieństwie do tych osiedlonych, pozostali Cyganie mają za sobą żywe tradycje wędrówki, choć niektórzy z nich przestali wędrować jeszcze w latach 50. Większość jednak przemierzała drogi Polski do 1964 r., kiedy to drastycznie ograniczono im swobodę wędrowania. Do tych Cyganów należą:

  • Cyganie Polscy (Polska Roma). Przywędrowali do naszego kraju w początku XVI w. z terenów niemieckich i później koczowali na obszarze Wielkiej Polski. Są tak mocno związani z Polską, że choć niektórzy wyemigrowali stąd po wojnie na Zachód, nadal zachowują nazwę Polska Roma. Dzielą się oni na grupy rodowe i terytorialne.
  • Kełderasze (Kalderari) i Lowarzy (Lovari) - to Cyganie, którzy po 1860 r. opuścili tereny rumuńskie i przywędrowali m.in. do Polski. Część z nich przywędrowała do nas z południa, przez Słowację, część zaś przez Mołdawię i Rosję. Stąd istniejące wśród nich różnice zarówno w naleciałościach językowych, jak w obyczaju. Większość z nich powędrowała dalej - na Zachód i za Ocean. Dziś należą do najbogatszych Cyganów, najbardziej tradycyjnych i zamkniętych przed związkami z obcymi. Uważani są też za elitę w stosunku do innych grup, gdziekolwiek się znajdują.


***


W warunkach takiego zróżnicowania, wędrówki i rozproszenia, podstawowym wymogiem zachowania przez Cyganów tożsamości kulturowej było i jest kultywowanie życia rodzinnego. Rodzina stanowi u Cyganów fundament więzi społecznej o zasadniczym znaczeniu. Przy tym pojęcie rodziny obejmuje bardzo szeroki krąg osób spokrewnionych i spowinowaconych. Rozmowy na temat pokrewieństwa stanowią w czasie przypadkowych spotkań główny temat i zmierzają do ustalenia ewentualnych powiązań - na pozór obcych sobie - rozmówców. W rodzinie ważne funkcje sprawują starsi mężczyźni, do których doświadczeń odnoszą się z wielkim szacunkiem ludzie młodsi. Przy czym kawalerowie, czy też jeszcze bezdzietni mężczyźni, mają w każdej dyskusji z góry ograniczoną możliwość wypowiadania się, jako osoby, które nie w pełni zasługują na miano dorosłego. Starsi rozstrzygają spory, decydują o kojarzeniu par, wyrokują w sprawach przestrzegania cygańskiego obyczaju.

Cygański obyczaj, to zespół niepisanych norm zachowań, strzeżonych, zalecanych, pożądanych - świadczących o przynależności do grupy. Romańipen - cygańskość, manuśiben - bycie człowiekiem, ćiaćipen - prawda, phuripen - starszeństwo, patyw - szacunek, są to wartości, do których Cyganie odwołują się ciągle. Rom - znaczy Cygan, ale też człowiek, mężczyzna, mąż. "Rom - to brzmi dumnie" - dla każdego Cygana. Kiedy ktoś popełni nietakt wobec Cyganów, ich praw, spotyka się z ostrym zapytaniem: "Na san Rom?" - Czyżbyś nie był Cyganem? Zadać takie pytanie starszemu - to gotowa ciężka obraza. Byłoby to negowanie jego uczciwości, prawości, wręcz człowieczeństwa.

Poważne naruszenie cygańskiego prawa, godzące w podstawy zasad, zagrażające interesom grupy - rozsądza rada starszych. W przypadku poszczególnych grup różnie się ten zwyczaj kształtuje. W grupie Polska Roma głównym sędzią, rozjemcą, interpretatorem prawa jest Szero Rom - (Cygańska Głowa, Cygan-Głowa). Obecnie jest nim Henryk Kozłowski rezydujący w Nowym Dworze Mazowieckim a zwany przez swoich Nudziu. Jego wyrokom, zaleceniom poddają się Cyganie bezwzględnie, gdyż niepodporządkowanie się decyzji Szero Roma pociąga za sobą karę wyklęcia. Taki wyklęty Cygan staje się magerdo - nieczysty. Zostaje wyizolowany ze społeczności, skazany na pogardzaną samotność. W ostatnich latach zauważa się jednak zachwianie pozycji Szero Roma, na skutek dojścia do znaczenia w życiu publicznym młodych Cyganów, którzy swe posłannictwo widzą w politycznym przywództwie, w budowaniu zrębów politycznej świadomości i tożsamości narodowej, odrzucając krępujące ich, tradycyjne normy współżycia. W odniesieniu do niektórych tradycyjnych norm przyjmują postawę lekceważenia, traktując je jako egzotyczny balast w życiu współczesnym. Mocne tradycje przywództwa, zwłaszcza rodowego, zakorzenione są nadal wśród Kełdraszy i Lowarów. Zarówno wśród nich, jak i wśród innych grup, w zależności od wagi problemu, zwołuje się węższy, czy szerszy krąg starszyzny, która ma zawyrokować, czy zaopiniować w postawionej na tym forum kwestii.

Przez wieki tradycyjna struktura rodzinna i szczepowa stanowiły podstawę organizacji społecznej. Nigdy wśród Cyganów nie wytworzył się ponadgrupowy organ władzy, który by obejmował wszystkich Cyganów, czy bodaj tych zamieszkałych na jakimś większym terytorium. Pojawiające się tu i ówdzie informacje o królach cygańskich, oświadczenia tychże królów - to zwykle mocno przebarwione opowieści samych Cyganów, nie zamierzających wtajemniczać gadziów w prawdziwe układy wewnątrzcygańskie. Owi królowie to po prostu przywódcy grup, starsi, szanowani szefowie rodzin, rodów itp. Ich pozycja respektowana jest jedynie przez określoną grupę Cyganów, którzy często na zewnątrz podkreślają swoją wyższość nad innymi, a swego przywódcę kreują na lidera "wszystkich" Cyganów. Interesujący w przedrozbiorowej Polsce urząd króla cygańskiego wyznaczanego przez kancelarię królewską to zupełnie osobna sprawa, z tradycyjnym ustrojem społecznym Cyganów nie mająca wiele wspólnego.


***


Cyganie nigdy oficjalnie nie zabiegali o jakiekolwiek terytoria. Deklarowana niekiedy przez cygańskich przywódców chęć utworzenia państwa, była nic nie znaczącym ozdobnikiem, adresowanym na ogół do dziennikarzy. Takie wypowiedzi składali przed wojną m.in. jeden z szefów Cyganów rumuńskich i jeden z polskich Kwieków ze szczepu Kalderari. Ten był gotów utworzyć Romistan w Abisynii, właśnie podbijanej przez Mussoliniego. Były i inne propozycje - jeden z dziennikarzy lansował obwód kaliningradzki jako cygańską krainę, a przywódca rumuńskich Cyganów Julian Radulescu, ogłosił utworzenie Romistanu w rumuńskiej prowincji Multenia. Jednakże nikt z poważnych Cyganów nie traktuje serio owych zabiegów a raczej deklaracji.

Istnieje wszakże od blisko 30 lat oficjalna międzynarodowa organizacja reprezentująca Cyganów na forum światowym. To Romani Unia (Romani Union) - Światowa Rada Cyganów, powstała w 1971 r. na zjeździe pod Londynem. Zjazd ten, zainicjowany głównie przez sympatyków cygańskiej kultury, cyganologów i innych zainteresowanych, wyłonił pierwszy światowy Zarząd, ogłosił tekst hymnu oraz określił oficjalne barwy narodu cygańskiego.

Hymnem cygańskim została znana wśród bałkańskich Cyganów pieśń, którą artystycznie opracował jugosłowiański Cygan Jarko Jovanović. Śpiewana jest przez Cyganów w różnym rytmie, a jej melodia coraz bardziej utrwala się pośród nich jako narodowa pieśń wiecznych wędrowców. Bo i o wędrówce opowiada:

Wędrowałem długimi drogami,
Napotkałem szczęśliwych Cyganów,
Ej, Cyganie skąd wy przybywacie
Z namiotami, z głodnymi dziećmi?


Flaga zaś wyraża - w barwach niebieskiej i zielonej - niebo i ziemię. Na tle tych poziomych pasów widnieje czerwone koło od wozu. To uniwersalny symbol wędrówki, odwzorowany jednakże świadomie z flagi indyjskiej, skąd przecież Cyganie się wywodzą i do której to ziemi odwołują się w swych deklaracjach liderzy nowych ruchów o charakterze narodowotwórczym. Choć symbolika wylansowana przez działaczy Romanii Union została powszechnie zaakceptowana to jednak znaczenie tej organizacji zdaje się maleć. Od początku bowiem Zarząd działa w rozproszeniu, bez stałej siedziby i od aktywności kolejnych prezydentów zależała i zależy efektywność działań organizacji. Przy tym reprezentowanie Cyganów wobec rządów spadło z czasem na lokalne organizacje cygańskie, które umacniają swe znaczenie w poszczególnych krajach. Jednocześnie zaś aktywnym liderom cygańskim udaje się uzyskiwać przedstawicielstwo w znaczących organizacjach międzynarodowych. Największe znaczenie ma obecność stałego przedstawicielstwa w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy Europejskiej, a także w Radzie Europy.

Jako mniejszość zamieszkująca we wszystkich krajach świata, jako naród bez terytorium - Cyganie nadal narażeni są na ciągłe prześladowania, naciski asymilacyjne, wynarodowienie, traktowanie w kategoriach marginesu społecznego. Zjawisko to gwałtownie nasiliło się w ostatnich kilku latach w byłych krajach socjalistycznych. Rozpad dotychczasowego systemu spowodował pojawienie się zjawisk anarchizujących życie społeczne, siły porządkowe i prawo zostały pozbawione dotychczasowego autorytetu, popartego wcześniej siłą, instytucje demokratyczne są jeszcze słabe, ubożejące społeczeństwo staje się agresywne, do siły dochodzą ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne i nietolerancyjne. Efektem tych zjawisk są liczne śmiertelne ofiary pogromów w Rumunii, na Węgrzech i w byłej Czechosłowacji. W Polsce również dochodzi do napadów na domy i rodziny cygańskie.

W atmosferze zagrożenia a zarazem odradzającej się demokracji zostało u nas utworzone w 1992 r. ogólnokrajowe Stowarzyszenie Romów w Polsce z siedzibą w Oświęcimiu. Dotychczas działały w naszym kraju z różnym skutkiem regionalne stowarzyszenia kulturalne i oświatowe skupiające niewielkie grupy Cyganów, a inicjowane na ogół przez administrację państwową. Pierwszym takim stowarzyszeniem, utworzonym jeszcze w 1963 r., jest działające do dziś, Kulturalno-Społeczne Stowarzyszenie Romów w Tarnowie, skupiające kiedyś kilkadziesiąt osób, w tym też i nie Cyganów. Stowarzyszenie to utworzyło przed kilku laty Centrum Kultury Romów, współpracuje z wieloma organizacjami międzynarodowymi i obok stowarzyszenia oświęcimskiego jest dziś najważniejszym centrum kulturalnego a także politycznego życia Cyganów, zwłaszcza z województw południowych i wschodnich, gdzie utworzono kilka filii lokalnych.

W ostatnim dziesięcioleciu zawiązało się kilka kolejnych stowarzyszeń i proces aktywizacji ale jednocześnie rozdrobnienia ruchu cygańskiego trwa. Często są to stowarzyszenia konkurencyjne, czy też wręcz zwalczające się. Prowadzi to do nasilania konfliktów i powoduje trudności w stworzeniu jednej, wiarygodnej reprezentacji do kontaktów z organami rządu, odpowiedzialnymi za politykę wobec mniejszości cygańskiej.

Stopniowo jednak realizuje się jedną z rezolucji Romani Union, odwołującą się do państw członkowskich ONZ, dotyczącą uznania Cyganów za naród. Już w 1981 r. oficjalnie przyznano takie prawo Cyganom w Jugosławii, wprowadzając do języka urzędowego i wskaźników statystycznych pojęcie Rom, jako przedstawiciel narodu romskiego. Podobnie postąpiono nieco później w Czechosłowacji. W Polsce od kilku lat używa się coraz częściej, określenia naród romski/cygański, przedstawiciel narodu romskiego/cygańskiego itp. Romowie też coraz częściej skutecznie zaczynają egzekwować prawa, jakie przysługują mniejszościom narodowym.

Proces budowy świadomości wspólnego narodu, zróżnicowanego ale odrębnego, o określonej historii i kulturze, postępuje powoli. Jest na razie domeną niewielkiej warstwy inteligencji romskiej. Docieranie do świadomości swych pobratymców, rozproszonych, często analfabetów, o niskim statusie ekonomicznym, żyjących w przekonaniu o swym upośledzeniu społecznym jest niezwykle trudne. Nie ma zinstytucjonalizowanych form komunikacji, systemu edukacji, sprawnej struktury przepływu informacji. Mimo to jednak stopniowo do coraz szerszej rzeszy Romów dociera świadomość istnienia międzynarodowych i krajowych organizacji i przedstawicielstw, coraz częściej uczestniczą oni w zgromadzeniach, interesują się tym, co na temat Romów postanawiają rządy i parlamenty.

Utrwalanie tożsamości realizuje się wokół zrozumiałych i odnoszących się do tradycji wartości. Takimi wartościami są: wspomniane już poczucie cygańskości - romańipen i odnoszące się do niego kategorie moralno-etyczne: język - jako szczególna kategoria romańipen, mit wędrowania, ostatnio zaś także pamięć Holocaustu - jako najnowszy element budowy tożsamości.

Problemem, z którego Cyganie coraz bardziej zdają sobie sprawę, jest sprawa porozumiewania się. Język romani, jak już wspomniano, różni się znacznie w różnych regionach. Jest to przy tym język mówiony, bez zapisu. Niedawno dopiero, i to na użytek głównie cyganoznawców, dokonuje się zapisu języka w transkrypcji rozmaitych alfabetów i przy zastosowaniu różnych zasad. Z myślą o nauczaniu tego języka w szkole, wydano pierwsze elementarze i podręczniki. Wszystkie jednak w oparciu o reguły pisowni krajowych.

Z inicjatywy Romani Union utworzono specjalną komisję do opracowania standaryzacji pisowni języka cygańskiego. Znaczne osiągnięcia ma na tym polu Marcel Corthiade, lansujący język standaryzowany, w którym mogli by się porozumieć wszyscy Cyganie, niezależnie od własnego dialektu. Kursy tego języka, organizowane od kilku lat, umożliwiają porozumiewanie się Cyganów, którzy dotąd języka romani od pokoleń nie używali. W języku standaryzowanym wydaje się pisma, podręczniki, czasopisma, grupa inteligencji prowadzi w tym zapisie korespondencję.

Stosując miejscowe transkrypcje, wydaje się w Europie w języku romani dziesiątki czasopism, przetłumaczono na ten język Biblię, tłumaczy się klasykę, teatr "Phralipe" ze Skopje wystawia w języku romskim Krwawe gody F. Garcia Lorki i Romeo i Julię Szekspira, wydaje się po cygańsku modlitwy, tworzy poezję. W Polsce (Białystok) od 1990 r. wychodzi miesięcznik Rrom p-o Drom (Cygan w Drodze), w wersji polsko-romskiej.

W swych odniesieniach do tradycji Romowie często podkreślają koczownictwo jako istotny element kultury swego narodu. Koczownictwo, wędrówka, nabierają w tych odniesieniach funkcje mitu, wspólnego zarówno dla tych, którzy - jak na Bałkanach czy w Anglii - nadal wędrują, bodaj sezonowo, jak też i dla tych, których pradziadowie żyli już jako ludzie osiedleni.

W latach ostatnich ogniwem łączącym świadomość Romów jest także pamięć Holocaustu. Kiedy w czasie prześladowań nazistowskich wyginęły całe tabory, całe rody, osady, nie miał kto po wojnie publicznie cygańskich krzywd wyartykułować. Nie mając instytucji, która zajęłaby się dokumentowaniem zbrodni na nich dokonanych, nie mając przedstawicieli, którzy by o tych zbrodniach wypowiadali się publicznie, traktując Holocaust jako kolejny - choć nieprawdopodobnie okrutny - przypadek prześladowań, do jakich nawykli, starali się o tym zapomnieć. Nie widzieli też potrzeby ni celu rozpamiętywania tego nieszczęścia, poza wspominaniem zamęczonych braci w gronie rodzinnym.

Wraz ze wzrostem świadomości własnej historii, wspólnego losu, tożsamości, zwrócono uwagę na ten szczególny wycinek dziejów narodu romskiego, który stał się fragmentem większej tragedii - tragedii Holocaustu, dotąd rozpamiętywanego głównie lub jedynie jako tragedii, która dotknęła Żydów.

Pamięć Holocaustu liderzy romscy włączyli w krąg symboliki narodowej. Stowarzyszenie Romów w Polsce gromadzi dokumentację na temat cygańskiego Holocaustu. W 1993 r. z inicjatywy tego stowarzyszenia zorganizowano na terenie obozu w Birkenau obchody poświęcone rocznicy pierwszego transportu Cyganów do Auschwitz, którzy byli tam deportowani w 1943 r. z Austrii. Od następnego roku corocznie organizuje się na terenie obozu obchody rocznicy wymordowania resztek uwięzionych w Birkenau Cyganów, których Niemcy zagazowali w nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 r. Dzień 2 sierpnia włączono do cygańskiego kalendarza pamięci narodowej, jako najważniejszą z dat. W 1992 r. muzeum oświęcimskie wydało drukowaną listę więzionych i straconych w obozie oświęcimskim Cyganów, która obejmuje ponad 21 000 nazwisk.

Na terenie byłego obozu cygańskiego (Zigeunerlager) w Auschwitz-Birkenau istnieje tablica upamiętniająca romskie ofiary Holocaustu a także pomnik wystawiony przez niemieckich Cyganów. Pomnik ofiar Holocaustu planują też wybudować Cyganie ze Stowarzyszenia Romskiego w Kędzierzynie-Koźlu.

Kultywowanie pamięci Holocaustu mają na celu spotkania Romów, jakie odbywają się od wielu lat przy mogile pomordowanych Romów w Szczurowej (wieś w woj. Małopolskim). W lipcu 1943 r. Niemcy wymordowali tu całą osadę - 93 osoby. Od 1996 r. pielgrzymka Romów z Tarnowa do Szczurowej odbywa się w formie tradycyjnego taboru organizowanego przez Stowarzyszenie Romów wespół z miejscowym Muzeum Etnograficznym, gdzie mieści się pierwsza w Europie i jedyna w Polsce stała ekspozycja poświęcona historii i kulturze tego narodu.

Umocnieniu identyfikacji Romów służą coraz liczniej zawiązujące się stowarzyszenia o charakterze kulturalnym lub politycznym a także działania innych organizacji i osób. W Oświęcimiu ukazuje się od 1996 r. kwartalnik "Dialog - Pheniben", który ma na celu, jak głosi tytuł, dialog społeczności romskiej i nieromskiej. Jest też forum - obok wymienionego miesięcznika "ROM p-o Drom" - wypowiedzi społeczeństwa romskiego na temat istotnych dla tego narodu spraw. Próbuje się też Romow integrować wokół Kościoła katolickiego. Krajowy Duszpasterz Romów, ks. Stanisław Opocki, od 1986 r. organizuje we wrześniu barwne pielgrzymki Romów do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Limanowej. Podobne pielgrzymki ogólnopolskie, choć nie tak liczne, gromadzą Romów w dniu 8 grudnia (dzień Matki Boskiej Niepokalanej) w Częstochowie. W 1998 r. Ojciec Święty beatyfikował pierwszego cygańskiego męczennika - hiszpańskiego Roma - Zefiryna Jimeneza Malla, rozstrzelanego przez Republikanów w sierpniu 1936 r.


***


Miejsce Romów/Cyganów wśród narodów Europy próbuje określić grupa ekspertów Romani Union działająca przy Komisji Bezpieczeństwa i Współpracy Europejskiej. Główną postacią w tej komisji jest Nicolae Gheorghe, jeden z wiceprezydentów RU blisko współpracujący z Andrzejem Mirgą, Romem z Polski. W ogłoszonym raporcie eksperci cygańscy podkreślają, iż kultura Romów stanowi istotny wkład do dziedzictwa europejskiego. Są oni przykładem interesującej tożsamości. Każdy z Romów zna co najmniej dwa języki i identyfikuje się z dwoma kręgami kultury. Ich tożsamość to nie przykład włączenia - wyłączenia się z jakiejś społeczności, ale przykład współistnienia. Dla Romów ważną jest idea nonterytorialności, pozwalająca zerwać z zasadą rozdziału Romowie - ludność osiadła. Idea ta pozwala ma wyzwolenie z hierarchii narodów, mniejszości, grup etnicznych. Zachowując tożsamość, Romowie stają się przykładnymi obywatelami świata. Są przykładem - i to podkreślają liderzy, skupieni w Romani Union - narodowości bezterytorialnej lub rozproszonej. Stąd wynika złożoność ich tożsamości. Identyfikując się ze swą rozproszoną grupą, co daje im otwarcie na świat, identyfikują się też ze społeczeństwem lokalnym, które jest też na ogół wielokulturowe. Są więc spadkobiercami jakby dwóch różnych kultur: macierzystej i ojczystej. Należy im pozostawić swobodę wyboru identyfikacji, co jest zgodne z rozwijającymi się tendencjami europejskimi. Umożliwiają one identyfikację z jakąś kulturą czy narodem, pozwalają też tożsamość dzielić między dwie kultury. Gwarantują także prawo do nie określania się i nie wypowiadania na temat swej tożsamości.

Romowie są dopiero na początku procesu, który inne narody mają dawno za sobą. Takie pojęcia jak naród romski/cygański, wspólny język romani, przedstawicielstwo na forum światowym - dla wielu Romów żyjących w rozproszeniu, czy to koczujących, czy mieszkających w ziemiankach, są zupełnie niezrozumiałe i niepotrzebne. Równocześnie jednak rośnie ilościowo warstwa inteligencji romskiej, która gdy była mało liczebna - odcinała się od swoich pobratymców, dążyła do asymilacji, zatracenia cygańskości. Teraz zaś coraz częściej podejmuje wysiłek utrzymania własnej tożsamości, podkreślenia wartości swej kultury, jej równoprawności wobec kultury większości.


menuna początekcygtozs.rtf - 65 kB
Stowarzyszenie OLSZÓWKA  -  al. Armii Krajowej 141/55  -  43-300 Bielsko-Biała
tel. 0..33 816 11 96  -  e-mail : olszowka@free.ngo.pl  jacek@olszowka.most.org.pl