menucygjurg.rtf - 21 kB
Adam Bartosz
CYGANIE W JURGOWIE

We wrześniu 1968 r. po raz pierwszy znalazłem się w cygańskiej osadzie w Czarnej Górze na Spiszu. Tam jest początek moich cygańskich przyjaźni, moich badań studenckich, mojej wiedzy na temat Cyganów. Zbierając wówczas materiały do pracy magisterskiej wykorzystywałem wszelkie źródła, do jakich zgodnie z metodyką pracy etnograficznej powinienem dotrzeć. Istotnym uzupełnieniem badań odnośnie obyczajów i relacji Cyganów z ludnością miejscową były wywiady prowadzone z tzw. ekspertami społecznymi. Byli to m.in. księża, nauczyciele oraz ludzie cieszący się społecznym szacunkiem, jako bystrzy obserwatorzy, inteligentni, a przy tym otwarci i chętni do pomocy młodym studentom.

Tak trafiłem do Andrzeja Wojtasa w Jurgowie, który cieszył się wówczas opinią takiego właśnie eksperta i sympatyka etnografów. A Wojtasa (ur. 1915), zamiast udzielać odpowiedzi na pytania studenta, poprosił o kwestionariusz i swoje spostrzeżenia zapisał na 62 stronach zeszytu szkolnego. Zeszyt zatytułował: "Ludzie z rodu Acingali".

Przeglądając po prawie 30 latach owe zapiski Andrzeja Wojtasa stwierdziłem, iż warto opublikować ich fragmenty, jako świadectwo etnograficzne i niewątpliwe źródło do wiedzy nie tyle o samych Cyganach Karpackich, co wiedzy na ich temat i sposobu ich postrzegania przez białych - jak tu za równo Cyganie jak i miejscowi nazywają nie-cyganów.


Gdzie i jak Cyganie mieszkali ?

Obozowisko Cyganów było zawsze obok wsi, na terenie specjalnie dla nich przeznaczonym. Przydzielono im tu na ten cel wąską parcelę z nieużytków, które były wspólną własnością Jurgowian. Na tej parceli mieściło się obozowisko gęsto zabudowanych prymitywnych domków zwanych - budy cygańskie.

Cyganie wokół swoich pomieszczeń nie byli w stanie utrzymać ani minimalnego porządku. Nie znali ustępu a ich toaletę stanowiło całe podwórko. Teren cygański był założony składami kości zwierzęcych, odpadami i różną cuchnącą zgnilizną. Obejścia cygańskie były więc wylęgarnią much i chorób zakaźnych, dlatego często przychodzili do konfliktu z władzami.

Mieszkania Cyganów były budowane ze starego, odpadowego drzewa, które im mieszkańcy Jurgowa zwykle darowali. Sami budować nie umieli, budowali im te domki ludzie biali. Domki cygańskie były dawniej bardzo prymitywne i trudno uwierzyć, że w takich warunkach ludzie starzy i dzieci, mogli przetrwać ostrą górską zimę.

Cyganie w swoich mieszkaniach nie mieli podłogi ani prawie żadnych mebli. Łóżek nie znali, spali wszyscy razem na ziemi, skupieni w jedną gromadę i tym sposobem chronili się od zimna. Niektórzy mieli kilka prymitywnie zrobionych ławek z desek. Wbijano w tym celu drewniane kołki w ziemię, na to kładziono deskę i tak robili sobie Cyganie ławki. Półkę zwykle robili tak, że do ściany wbijali drewniane kołki, na to kładli deskę. Taka półka służyła do przechowywania garnków i jedzenia.

Garnki mieli przeważnie dwa, duże, żelazne. W jednym gotowano mięso a w drugim ziemniaki. Kiedy potrawa była gotowa, garnek kładziono na ziemię, w pośrodku budy i wszyscy, krzyżując nogi siadali na ziemię, jedząc razem z jednego naczynia. Jedli łyżkami drewnianymi, które nabywali w Nowym Targu na rynku.

Cyganie dzielili się zwykle na duże grupy, jedni byli zdolni muzycy a inni kowale. Ci ostatni mieli zwykle obok budy, w której mieszkali, małą przybudówkę gdzie mieścił się sprzęt i narzędzia kowalskie. Mieli zwykle miech skórzany do poddmuchiwania ognia, kowadło, młotek, kowalskie kleszcze i kilka żelaznych przebijaków, którymi robili dziury do żelaza. Cyganki albo większe dzieci zwykle ciągły miech i tak pomagały przy sztuce kowalskiej.

Cygan kowal, klęcząc obok kowadła, ubrany w białe, lniane, bardzo szerokie spodnie i podartą strzępatą koszulę, bił sprytnie młotkiem po kowadle. W jednej ręce trzymał w kleszczach żelazo, a pod uderzeniami młotka nabierały kształtu motyki, podkowy, siekiery i gwoździe. Z żelaza, choć bardzo prymitywnym sprzętem, potrafili robić ładne rzeczy.

Cygan nigdy nie miał porządnego narzędzia w swoim warsztacie, a jeśli miał okazję go nabyć, to za kilka dni starał się znaleźć białego nabywcę i zamieniał to na żywność.

Węgiel do palenia ognia kowalskiego, robili sobie sami. Szli do lasu, zbierali gałęzie z świerkowych drzew, układali na jedną gromadę a następnie podpalali. Kiedy gałęzie były już do czerwona rozpalone lecz jeszcze niespalone, zalewali gwałtownie wodą. Rozpalone patyki twardły i był z tego bardzo dobry węgiel dla kowalskiego rzemiosła, który jeszcze dziś jest na terenie ceniony i poszukiwany.

Cyganie muzycy, też czasami trudnili się, lecz tylko dorywczo, kowalstwem, nie byli oni już dobrymi fachowcami od tego rzemiosła. W ich mieszkaniach, na wbitych do ściany drewnianych kołkach wisiało kilka skrzypiec lub potężne basy. Sprzęt do odtwarzania swe muzycznej sztuki potrafili na szerokiej okolicy wyszukać i mieć bardzo dobry.

Muzycy cygańscy różnili się nieco od reszty cyganów i byli więcej poważani na okolicy, jak gdyby należeli do wyższego rodu. Byli lepiej ubrani a ponieważ rozumieli swojemu rzemiosłu, zapraszano ich na wesela, zabawy i pod okazje. Wszyscy Cyganie, kowale, muzycy i ich żony, trudnili się latem rozbijaniem, tłuczeniem kamienia na drogach. W owych czasach maszynowych tłukarek nie było, więc jedynymi ludźmi, którzy tłukli kamień na okolicy byli Cyganie. Potrafili pracować szybko, sprytnie lecz bardzo krótko. Przy tłuczeniu kamienia zawsze siedzieli na własnych uprzednio skrzyżowanych nogach. Pracowali przeważnie tylko do południa, potem odpoczywali i opalali się.

Jak Cyganie zdobywali żywność ?

Cyganie dawniej, nigdy stałej pracy nie mieli. Kowale pracowali najwięcej przed wiosną. Robili i naprawiali sprzęt potrzebny do pracy w polu. Muzycy pracowali okazyjnie. Tłuczenie kamienia odbywało się latem, a więc cygani większą część roku nie byli zatrudnieni i to było przyczyną ich tragicznej nędzy. Kiedy Cyganie wykonywali jakieś usługi dla miejscowej ludności, nigdy nie brali za to pieniędzy lecz żądali żywności. Przeważnie ziemniaki, mleko i słoninę. Cyganka-Matka każdego rana ubierała dwie typowo cygańskie spódnice (zwane w tut. języku farbanki). Jedną ubierała normalnie na biodra, która jej zwisała na nogi. Drugą, taką samą, wciągała na ramiona i wiązała koło szyi sznurkiem. Farbanka zakryła jej ręce, tułów i zwisała poniżej bioder. Na plecy brała Cyganka specjalnie do tego celu przygotowany worek, który jej leżał na obydwu ramionach a przedłużonymi końcami był związany na piersiach. Na lewym ramieniu worek miał otwór i tędy wpuszczano do niego ziemniaki. Cyganie mieli liczne rodziny i prawie każda matka nosiła ze sobą małe dziecko. Cyganki nosiły swe pociechy z przodu, uwiązane na przepasanej chustce, z lewego ramiona popod prawą pachę. Latem chodziły boso, zaś zimą ubierały na nogi naokręcane szmaty zwane papucie pookręcane sznurkami. Na głowach miały stare chustki albo szmaty z białego ,lnianego płótna. Tak wystrojona Cyganka matka, musiała każdego rana przejść taką ilość domów, aby w worku na plecach poczuła taki ciężar, który mógłby wyżywić jej rodzinę do następnego rana.

Starość cygańska najwyraźniej przemawiała o losie Cyganów, jadali biedacy raz dziennie pieczone na ogniu ziemniaki zapijane przeważnie wodą. Chodzili też po żebraniu, alby wyprosić sobie coś do zjedzenia, używali różnych podstępnych sposobów. Niektórzy wchodząc do domu udawali, że jest im zimno, siadali obok pieca i grzali się tak długo, aż gospodynie chcąc się starca pozbyć, poczęstowała go jedzeniem. Inni staruszkowie udawali z przesadą rozmaite dolegliwości. Przychodząc pod drzwi chwytał niektórych silny kaszel, który trwał tak długo aż gospodyni starała się go stłumić, dając biedakowi kawałek tłuszczu albo garnuszek gorącego mleka z moskolem (moskol to cieniutki placek pieczony z ziemniaków z dodatkiem mąki owsianej albo jęczmiennej. Robiono go na gorącym piecu - innego chleba dawniej w Jurgowie nie znano).

W owych czasach były bardzo tanie, stare nie nadające się już do użytku konie. Cyganie te konie kupowali i całe połacie mięsa wędzili w budzie nad ogniem. Tak przyrządzone wędliny wieszali następnie w swoich mieszkaniach pod dachem.

Zwyczaje - wydarzenia - ciekawostki

Święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc, były obchodzone bardzo uroczyście. Cyganie dzielili się wtedy na kilka grup i chodzili po domach składać życzenia. Śpiewali i grali, za co otrzymywali specjalnie dla nich pieczony ziemniakowy kołacz. Tych kołaczy mieli tak dużo, że musieli kilka razy do domu odnosić.

Miejscowi Cyganie wróżyć nigdy nie umieli i tym się nie trudnili. Nie było we wsi wypadku żeby cygani pomiędzy sobą się bili, choć kłócić lubili się często i bardzo głośno.

Kiedy zabijali konie, to zakrywali mu oczy i kilka młodych podrostków wskakiwało na niego a następnie jeżdżono w kółko aż zmęczony koń stanął. Wtedy przyskoczył z boku Cygan z dużym młotkiem i uderzał konia w czoło, koń się przewracał i następny Cygan podcinał mu szybko nożem gardło. Kiedy krew zaczęła pryskać, rzucała się na niego grupa podrostków i wciskając kolejno usta w świeżą ranę - pili smacznie ciepłą krew.

Pierwsze budy cygańskie wyglądały bardzo marnie, nie dość, że nie miały one drewnianej podłogi lecz nie było w nich także sufitu (sufit w miejscowym języku zwie się powała). Było na powale położonych bokami parę desek ale środek był wolny, bo tędy odchodził płomień i dym z ogniska, które na środku budy stale się paliło. Wokół ogniska Cyganie spali na ziemi. Oprócz marnego ubrania nie mieli nic, aby podczas snu nakryć chociaż dzieci i starców. Pod sobie kładli słomę, którą na dzień zbierali i kładli na jedną gromadę do kąta budy. Kiedy czasem z braku drewna do palenia wygasło im ognisko, to wtedy Cygan brał kawałek ciężkiego żelaza i bił w niego młotkiem na kowadle tak długo, aż stało się ono czerwone. Wtedy Cyganie przykładali do niego przepalony z drewna węgiel, rozdmuchiwali i rozpalali ponownie ognisko.

Cyganie obecnie

Obecni Cyganie żyją już normalnym, ludzkim trybem życia. Mają ładne mieszkania, meble i telewizory. Mają stałą pracę a starzy renty. Mało już żyje Cyganów, którzy na własnej skórze przeżyli opisaną na tych kartkach nędzę. Poprawa doli życia cygańskiego na tutejszych terenach nastała z chwilą zapanowania ustroju socjalistycznego i rządów władzy ludowej. Dzięki ludowemu rządzeniu Państwa, Cyganie poczuli się być też ludźmi. Chodzą do szkoły, pracują i przestali być ciężarem dla otoczenia.


menuna początekcygjurg.rtf - 21 kB
Stowarzyszenie OLSZÓWKA  -  al. Armii Krajowej 141/55  -  43-300 Bielsko-Biała
tel. 0..33 816 11 96  -  e-mail : olszowka@free.ngo.pl  jacek@olszowka.most.org.pl