POLSKA 1944-1947   WYPĘDZENI   SPRAWOZDANIE


menupol1944.rtf - 52 kB
Jan Jacek Bruski
POLSKA 1944-1947: OD PAŃSTWA
NARODOWOŚCIOWEGO DO NARODOWEGO

Rozpocząć wypada od przypomnienia, iż państwo polskie, które odrodziło się do niepodległego bytu i uformowało terytorialnie w latach 1918-1921, było - by nawiązać do tytułów popularnych prac Jerzego Tomaszewskiego1 - ojczyzną wielu narodowości. Przez niektóre z nich - dodajmy - w pełni akceptowaną, przez inne żywiołowo, radykalnie kontestowaną. Według oficjalnych danych spisowych z r. 1931 ludność niepolska stanowiła ponad 31% wszystkich mieszkańców Rzeczypospolitej. Najliczniejszą grupę (13,9%) tworzyli Ukraińcy, kolejne miejsca zajmowali Żydzi (8,6%), Białorusini (3,1%) oraz Niemcy (2,3%)2. Wyższym odsetkiem mniejszości legitymowała się jedynie międzywojenna Czechosłowacja3.

Politykę II Rzeczypospolitej wobec swych niepolskich obywateli trudno uznać za szczęśliwą. Napisano na ten temat już wiele - w sposób kompetentny i wyczerpujący. Godzi się w tym miejscu jedynie przypomnieć, iż realizowana początkowo polityka asymilacji (konsolidacji) państwowej, rokująca osiągnięcie jakiejś formuły konsensusu narodowościowego, załamała się ostatecznie w połowie lat trzydziestych. Nacisk żywiołów nacjonalistycznych sprawiał, iż coraz wyraźniej w działaniach rządzących zaznaczała się odtąd tendencja, by zagwarantować nie tylko faktycznie, ale i środkami prawnymi, supremację czynnika polskiego w państwie4.

II Rzeczpospolita nie miała jednak szans, by przekształcić się w prawdziwe państwo narodowe - w rozumieniu nacjonalistycznym. Zbyt silna była wciąż multikulturowa tradycja państwowości przedrozbiorowej. Do tradycji tej nawiązywał też, z góry narzucając pewną optykę postrzegania kwestii narodowościowych, kształt polskich granic na Wschodzie. Polaków niepokoiły aspiracje polityczne mniejszości, za naturalne uznawali jednak współistnienie w jednym państwie różnych modeli kulturowych, różnych języków i wyznań. Sytuacja uległa dramatycznym zmianom w czasie II wojny światowej. Przerażające doświadczenia okupacji niemieckiej i bolszewickiej sprawiły, iż niesłychanie wyostrzyły się podziały narodowościowe. To, czy było się Polakiem, Żydem, Ukraińcem czy Niemcem, decydowało o życiu i śmierci. Zaostrzyły się antagonizmy. Narastająca ksenofobia polskiego społeczeństwa, wrogość wobec niedawnych sąsiadów w wielonarodowym domu, stanowiła prostą reakcję obronną grupy poddanej prześladowaniom. Przymusowe wysiedlenia z terenów włączonych do Rzeszy, a później z obszaru Zamojszczyzny, masowe deportacje w głąb Związku Radzieckiego, akcja "depolonizacji" prowadzona na Wołyniu przez ukraińskie podziemie - a więc działania, które należałoby określić modnym obecnie mianem czystek etnicznych - stawały się dla polskiego społeczeństwa (do tego dochodziła obserwacja planowej eksterminacji ludności żydowskiej) ponurą "szkołą" rozwiązywania problemów narodowościowych5.

Doświadczenia okupacyjne - pisał w 1946 r. Stanisław Ossowski - utrwaliły "kult ludzi twardych, niewrażliwych na cudzą krew i cierpienia", nauczyły "patrzeć na człowieka poprzez pryzmat przynależności narodowej i ujmować stosunki między ludźmi w kategoriach: swoi i obcy"6. Trudno się dziwić, iż coraz większą popularność zaczął zdobywać sobie w tej sytuacji program odbudowy państwa polskiego jako wewnętrznie homogenicznej wspólnoty narodowej. Tę homogeniczność można było, oczywiście, osiągnąć tylko jedną drogą - brutalnie eliminując "obcych".

Podjęcie po zakończeniu wojny radykalnych kroków w tym kierunku - a więc przymusowe wysiedlenia Niemców, ekspulsję Żydów, umowy o wymianie ludności z ZSRR (co miało rozwiązać problem mniejszości białoruskiej i ukraińskiej) - otwarcie postulował początkowo jedynie polski obóz narodowy. Odmiennie kształtowało się oficjalne stanowisko władz Rzeczypospolitej na wychodźstwie, które zastanawiały się jedynie nad jakąś formą ukarania "nielojalnej" mniejszości niemieckiej. Opublikowana w styczniu 1942 r. Deklaracja zasad Rządu RP głosiła: "Polska będzie państwem demokratycznym, opartym na równości wszystkich obywateli, bez różnicy rasy, wyznania i narodowości wobec prawa i przed urzędami, na poszanowaniu mniejszości narodów słowiańskich, litewskiej i żydowskiej"7. Szczególną pozycję rezerwowano dla Ukraińców i Białorusinów, których chciano pozyskać obietnicami szerokiego samorządu, czy nawet autonomii. Fundamentem koncepcji politycznej polskich władz pozostawał powrót na wschodzie do granicy ryskiej. Aby zasady restitutio in integrum na tym odcinku nie osłabiać, stosunkowo powściągliwie formułowano postulaty terytorialne na zachodzie i północy8. Wiązało się to również z faktem, iż niechętnie patrzono na możliwość zwiększenia odsetka mniejszości niemieckiej w granicach Polski. Dodać należy, iż władze RP rozważały koncepcję powojennego przymusowego transferu Niemców, do końca nie zdecydowały się jednak, czy uczynić ją oficjalną zasadą swojego programu. W znanym wywiadzie z grudnia 1944 r. premier Tomasz Arciszewski stwierdzał: "Chciałbym podkreślić, że nie mamy wielkich pomysłów ekspansji. [...] Wysunęliśmy nasze żądania w stosunku do Niemiec, domagając się włączenia do Polski Prus Wschodnich, Górnego Śląska oraz części Pomorza [...]. Ale nie chcemy rozszerzać naszej granicy na zachód tak, by wchłaniać osiem do dziesięciu milionów Niemców. Nie chcemy Wrocławia ani Szczecina"9. Wypowiedź polskiego premiera rozmijała się już jednak z nastrojami znacznej części społeczeństwa.

Trafnie odczytywali je natomiast komuniści. Zdawali sobie oni sprawę z powszechnego oczekiwania, iż po zakończeniu wojny winno dojść do bezpardonowego "wyrównania rachunków" z Niemcami oraz do "unarodowienia" państwa kosztem mniejszości. Dostrzegali też gotowość polskiego społeczeństwa do zaakceptowania maksymalistycznego programu terytorialnego na zachodzie - zwłaszcza w sytuacji, gdyby doszło do "amputacji" Kresów Wschodnich. Komuniści, uwzględniając te elementy w swoim programie, wybierali skuteczną - zarazem jedyną, którą w danym momencie realnie dysponowali - taktykę uwiarygodnienia się w oczach społeczeństwa. Nieprzypadkowo - jak zauważa Krystyna Kersten - począwszy od czerwca 1941 r. retoryka narodowa zaczęła odgrywać w ich enuncjacjach rolę kluczową. Kategoria narodu wysunięta została - wbrew dotychczasowej praktyce - "jako wartość nadrzędna, jako podstawowy system odniesienia". Wyraźnie zaczęto lansować przy tym ideę państwa jednolitego etnicznie. "Odnowione państwo polskie - pisał w kwietniu 1943 r. Alfred Lampe - będzie państwem narodowym". To stwierdzenie stało się wytyczną dalszych działań komunistów - początkowo grupy przebywającej w Związku Radzieckim, później również "krajowców" z PPR10.

Logiczną konsekwencją przyjęcia zasady narodowej jako decydującej przy stanowieniu granic było uznanie radzieckiego zaboru ziem wschodnich Rzeczypospolitej za akt sprawiedliwości. Umożliwił on przecież zjednoczenie państwowe etnicznych terenów białoruskich i ukraińskich. Tytułem rekompensaty Polska otrzymać miała ziemie na wschód od Odry i Nysy (czy to Łużyckiej, czy Kłodzkiej). Tutaj kryterium narodowe zawodziło. W sukurs przyszła komunistom jednak dawna teoria o obszarze pomiędzy Odrą a Bugiem jako "ziemiach macierzystych" - etnicznej kolebce państwa polskiego. Wizji wielonarodowej Polski Jagiellońskiej przeciwstawiano zatem wizję jednolitej narodowo Polski Piastowskiej. Świadomie, czy też nie, komuniści stawali się spadkobiercami myśli obozu Romana Dmowskiego11.

Zaakceptowanie przez mocarstwa w 1945 r. nowego kształtu granic Rzeczypospolitej oznaczało, nie mające precedensu w historii, przesunięcie Polski na zachód. Jedną trzecią nowego obszaru państwa stanowiły odtąd tzw. Ziemie Odzyskane, które przed wybuchem II wojny światowej zamieszkiwało ponad 7 mln Niemców. Komuniści nie mieli wątpliwości, iż resztki tej ludności należy jak najszybciej wysiedlić, utrwalając w ten sposób polskie nabytki terytorialne. Liczyć mogli przy tym na dość powszechne poparcie krajowej opinii. Wygnanie Niemców (nie tylko zresztą z Ziem Odzyskanych, ale i z obszaru Polski przedwrześniowej) postrzegano jako słuszną odpłatę za lata wojny, a zarazem konieczność ekonomiczną, związaną z napływem masy polskich repatriantów ze wschodu, którym należało zapewnić ziemię i domostwa. Nie dostrzegano przy tym, a raczej dostrzegać nie chciano, iż definitywnie przejmując obszary na wschód od Odry i Nysy i usuwając ich dawnych gospodarzy, staje się Polska "zakładnikiem" Związku Radzieckiego, który grać będzie odtąd rolę jej obrońcy przed niemieckim rewanżyzmem. Alternatywy faktycznie jednak nie było.

Usunięcie Niemców z krajów Europy Środkowo-Wschodniej było decyzją, do której mocarstwa dojrzewały od początku wojny. Ideę masowych przesiedleń poparli już w maju 1940 r. eksperci brytyjskiego Foreign Office12. Nieco później skłaniać się ku niej zaczął - pod presją działaczy krajowego ruchu oporu - rząd czechosłowacki na uchodźstwie13. W odniesieniu do ziem niemieckich, mających przypaść Polsce, przymusowe wysiedlenia uznawał za oczywiste również Stalin. Pomysł znalazł ponadto - dość nieoczekiwanie - żarliwego adwokata w osobie premiera Wielkiej Brytanii. W grudniu 1944 r. podczas debaty parlamentarnej poświęconej sprawom Polski Churchill stwierdzał kategorycznie: "... wypędzenie [Niemców] jest metodą, która o tyle, o ile można to przewidzieć, będzie miała najbardziej trwałe i zadowalające skutki. Nie będzie przemieszania ludności, powodującego nie kończące się kłopoty, jak to było w przypadku Alzacji i Lotaryngii. Zostanie wykonane czyste cięcie"14.

Przesiedlenie ludności niemieckiej z Polski, Czechosłowacji i Węgier zyskało ostateczną akceptację mocarstw, obradujących w Poczdamie, które zastrzegły jedynie, iż winno ono dokonać się "w sposób ludzki i uporządkowany"15. Na decyzję tę wszakże rząd "lubelski" nie czekał. Rozstrzygnięcia poczdamskie poprzedził okres "dzikich" wysiedleń, które rozpoczęły się już w czerwcu 1945 r. Postawić one miały - jak wyraźnie to stwierdzał Władysław Gomułka - aliantów zachodnich przed faktem dokonanym. "Jeżeli nie spolszczymy ziem poniemieckich, to nie będziemy mieli podstawy do odebrania tego, czego nam już oddać nie chcą" - argumentował podczas plenum KC PPR w dniach 20-21 maja 1945 r. Dodawał też: "Należy na granicy postawić straż graniczną i Niemców wyrzucać, a tym, którzy są, dać warunki takie, aby nie chcieli pozostać"16. "Naród chce mieć Polskę, w której nie będzie miejsca dla Niemców" - deklarował w wywiadzie prasowym wojewoda śląski Aleksander Zawadzki17.

Poszczególne szacunki dotyczące liczby ofiar "dzikich" wysiedleń różnią się znacznie pomiędzy sobą, oscylując w granicach 250 tys. - 1,5 mln osób18. Rozbieżności powoduje m.in. fakt, iż nie znamy dokładnej liczby Niemców, którzy pozostali na wschód od Odry i Nysy po masowej ewakuacji, poprzedzającej przesunięcie się frontu. Należy też pamiętać, że na efekty akcji, prowadzonej pod egidą władz polskich, nakładały się działania radzieckiego dowództwa wojskowego i organów NKWD. W ostatnim okresie wojny oraz bezpośrednio po jej zakończeniu deportowano w głąb ZSRR z Pomorza, Śląska i Prus Wschodnich ponad 200 tys. osób19.

Wysiedlenia "legalne" - uzgodnione z Sojuszniczą Radą Kontroli, reprezentującą mocarstwa, rozpoczęto na wiosnę 1946 r. Na masową skalę prowadzono je do jesieni roku następnego, by ostatecznie zakończyć w roku 1950. Wówczas też odwołano dekret z 13 września 1946 r., wyłączający Niemców ze społeczności polskiej. Liczbę tych, którzy pozostali w granicach kraju, ocenia się maksymalnie na 180-250 tys. W wyniku wysiedleń "poczdamskich" opuściło Polskę około 3,2 mln osób20.

Poważnym problemem, przed którym stanęły nowe władze stał się stosunek do tzw. autochtonów - ludności ziem zachodnich i północnych, posługującej się polskimi dialektami, w olbrzymiej większości jednak indyferentnej narodowo lub wręcz zniemczonej. Obecność tej grupy, szacowanej na ponad 1 mln osób, stanowiła ważny element, legitymizujący polskie nabytki terytorialne. Tym samym nie można było pozwolić na jej wysiedlenie. Oddzieleniu autochtonów od ludności niemieckiej służyć miał mechanizm weryfikacji narodowościowej, którą zakończono dopiero w roku 1949. Kryteria weryfikacyjne były stosunkowo liberalne, chociaż po stronie polskiej nie brakowało głosów, domagających się ich zaostrzenia. Charakterystyczny przykład stanowi wypowiedź jednego z posłów Krajowej Rady Narodowej: "nie należy odnosić się z sentymentem do ludności niepewnej polskości. Lepiej wysiedlić za dużo, niż za mało"21. Zdecydowały ostatecznie względy polityczne oraz fakt, iż wyniszczony wojną polski organizm narodowy potrzebował zastrzyków "świeżej krwi". Trwałym elementem w polityce władz - tak centralnych, jak i lokalnych - pozostała jednak nieufność wobec autochtonów. Niechęć budziły odrębności językowe, obyczajowe, mentalne tej ludności, której bezskutecznie usiłowano narzucić obcy jej ogólnopolski model kulturowy. Z biegiem lat postępowała społeczna marginalizacja grupy, czego smutną konsekwencją jest m.in. współczesny masowy akces autochtonów do organizacji mniejszości niemieckiej22.

Ekspulsja Niemców oraz wytyczenie granicy wschodniej Rzeczypospolitej na linii Bugu i Sanu nie rozwiązało jeszcze ostatecznie problemu mniejszości. Ziemie wschodnie, które pozostały przy Polsce, zamieszkiwały nadal zwarte grupy Ukraińców (wraz z Łemkami około 650 tys. osób), Białorusinów (160 tys.) oraz Litwinów (15 tys.). Władze "lubelskie" ludność tę zamierzały jak najszybciej przesiedlić na teren Związku Radzieckiego, sprowadzając w zamian do kraju "repatriantów" polskiej narodowości. Polityka ta spotykała się z pełnym zrozumieniem opinii. Z jednej strony grały rolę nastroje odwetowe (zwłaszcza wobec Ukraińców), z drugiej - dość powszechna obawa, iż pozostawienie na wschodzie kraju grup mniejszościowych może posłużyć Związkowi Radzieckiemu za pretekst dla poczynienia kolejnych "poprawek granicznych".

Jednym z pierwszych aktów PKWN stało się w tej sytuacji podpisanie we wrześniu 1944 r. umów o wymianie ludności z rządami Ukrainy i Białorusi, a następnie także Litwy Radzieckiej. Dokumenty te uzupełniła w lipcu roku następnego umowa pomiędzy Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej a władzami ZSRR, regulująca kwestie zamiany obywatelstwa23. Teoretycznie przesiedlenia miały mieć charakter dobrowolny. Zasadę tę respektowano jednak tylko w odniesieniu do Litwinów i Białorusinów. Pierwsi byli grupą zbyt szczupłą liczebnie, by ich pozostawienie w granicach Polski mogło grozić poważniejszymi konsekwencjami. Drudzy - demonstrowali daleko posuniętą lojalność wobec władzy ludowej, aktywnie angażując się w jej "utrwalanie" na Białostocczyźnie. Byli też chyba postrzegani przez ówczesnych decydentów bardziej jako grupa etnograficzna czy też wyznaniowa, niźli w pełni uformowana mniejszość narodowa. W efekcie Litwini powszechnie zignorowali możliwość wyjazdu do ZSRR, zaś Białorusini skorzystali z niej jedynie w ograniczonym zakresie24.

Znamiona dobrowolności nosiły też początkowo przesiedlenia ludności ukraińskiej25. Wkrótce okazało się jednak, iż tempo i rozmiary migracji nie spełniają oczekiwań władz. Do 1 marca 1945 r. Polskę opuściło zaledwie 81 tys. Ukraińców. W tej sytuacji sięgnięto po środki przymusu. Począwszy od września 1945 do końca roku 1946 trwała akcja brutalnych wysiedleń, prowadzonych przy użyciu wojska. W warunkach przypominających przedpoczdamskie "dzikie" wysiedlenia Niemców deportowano na Wschód blisko 400 tys. Ukraińców. Towarzyszyły temu liczne nadużycia - rabunki, gwałty, nawet zabójstwa26.

Ostatecznie kwestię ludności ukraińskiej w Polsce "rozwiązano" w roku 1947. Wykorzystując pretekst, jakim było zamordowanie przez UPA gen. Karola Świerczewskiego, karnie przesiedlono na ziemie zachodnie i północne ponad 140 tys. osób. Ukraińców rozmieszczano w nowych siedzibach, kierując się zasadą, by w żadnym z powiatów nie tworzyli oni więcej niż 10% ludności. Celowe rozproszenie przesiedleńców może sugerować, iż chodziło o ich jak najszybsze zasymilowanie w środowisku polskim. Teza ta, choć nader prawdopodobna, nie została jednak dotąd w sposób rozstrzygający poparta świadectwami dokumentów27.

Odrębną kwestią wartą omówienia są powojenne losy ludności żydowskiej. Okupację przetrwało na ziemiach polskich nie więcej niż 50-80 tys. osób tej narodowości. Od zagłady ocalała również część polskich Żydów, którzy znaleźli się w czasie wojny na terenie ZSRR. Począwszy od jesieni 1944 r. ludzie ci wracali stopniowo do kraju. Szacuje się, iż w połowie r. 1946 na terenach administrowanych przez władze "lubelskie" przebywało 200-250 tys. Żydów. Był to, rzecz jasna, jedynie ułamek populacji przedwojennej. Wydawać by się mogło, że wstrząsające doświadczenia Holocaustu, wspólna niedola okupacji, zbliżą narody polski i żydowski. Tak się, niestety, nie stało. Pomiędzy dwiema społecznościami wyrósł, wyższy jeszcze niż przed wojną, mur wzajemnej nieufności. W przeświadczeniu Żydów Polacy zrobili zbyt mało, by ratować swych ginących współobywateli. Ocena ta, choć krzywdząca, zawierała źdźbło prawdy. Swoiste rozdwojenie polskiego stosunku do prześladowań Żydów obrazuje fragment konspiracyjnego raportu z grudnia 1942 r. Pisząc o nastrojach społecznych, jego autor zauważa: "Wszyscy potępiają bestialstwo i premedytację [Niemców] [...], ale ogólnie mówi się, że 'kara dziejowa przyszła na Żydów'. W duszy społeczeństwa nie ma żywiołowego protestu przeciw temu, co się stało, nie ma gorącego współczucia, ale tylko rozumowe, chłodne potępienie mordu nad słabym w tej chwili przeciwnikiem. Społeczeństwo ma odrazę do oprawców, a postawę chłodną wobec Żydów i spieszą im z narażeniem życia z pomocą, w stosunku jednak do ogółu żydowskiego żywią podświadome zadowolenie, że nie będzie Żydów w organizmie polskim"28. Trudno się dziwić, iż nastroje antysemickie odżyły po zakończeniu wojny. Na stare klisze nałożył się przy tym nowy stereotypowy wizerunek: Żyda - zwolennika władzy ludowej, Żyda - funkcjonariusza bezpieki. W efekcie dojść mogło do szeregu gorszących ekscesów antyżydowskich, m.in. znanych wypadków kieleckich i krakowskich. Żydów niepokoiła - należy dodać - nie tylko ogólna atmosfera społeczna, ale i polityka komunistycznych władz. Swoje obawy głośno wyrażali nawet członkowie żydowskiej Frakcji PPR. "W Polsce - stwierdzano - rząd rzuca hasło narodowego państwa. Już obecnie przesiedla się Niemców, Ukraińców, Białorusinów i innych. Jutro może być aktualna kwestia Żydów jako mniejszości"29. Wymienione czynniki sprawiły, iż stopniowo nasilał się odpływ ludności żydowskiej z Polski. Emigrację dodatkowo przyśpieszyło proklamowanie Państwa Izrael. Ostatecznie na ziemiach polskich pozostało pod koniec lat czterdziestych już tylko nieco ponad 100 tys. Żydów30.

Na przestrzeni kilku lat doszło zatem do radykalnego przekształcenia struktury etnicznej państwa polskiego. Ojczyzna wielu narodowości stawała się ojczyzną jednego już tylko narodu. Polskie społeczeństwo, pozostające wciąż pod wpływem przeżyć okupacji, która rozwinęła w nim odruchy obronnego nacjonalizmu, akceptowało en masse te przemiany. To nie ono podejmowało jednak decyzje. Rozstrzygnięcia zapadały ponad głowami zainteresowanych narodów - w oparciu o chłodne kalkulacje geopolityczne. Sytuację po mistrzowsku wykorzystali komuniści. Przesunięcie Polski na zachód przedstawiali oni nie jako efekt rozgrywki mocarstw, ale praktyczną aplikację zasady narodowej, akt dziejowej sprawiedliwości. Odpowiadając na "społeczne zamówienie" zaczęli szermować narodowym frazesem, a następnie poprowadzili politykę rozprawy z Niemcami i innymi "żywiołami nielojalnymi". Posunięcia te legitymizowały ich władzę, integrując wokół "bloku demokratycznego" znaczną część społeczeństwa. Wydaje się, iż to jeden z istotnych kluczy, ułatwiających zrozumienie przemian politycznych lat 1944-1948.

Efektem powojennej transformacji było powstanie państwa nieomal monolitycznego pod względem narodowym. Powszechnie uważa się obecnie, iż to wielki kapitał Polski, która nie musi obawiać się wewnętrznych wstrząsów, irredenty, separatyzmów. Szkoda, że efekt ten osiągnięto w okolicznościach, o których trudno dziś mówić bez uczucia wstydu. Odrębną kwestią pozostaje, czy zyski, które dała monoetniczność, rzeczywiście zrównoważyły utratę bogactwa wielokulturowości - coraz bardziej współcześnie cenionego.


Przypisy


  1. J. Tomaszewski, Rzeczpospolita wielu narodów, Warszawa 1985; idem, Ojczyzna nie tylko Polaków. Mniejszości narodowe w Polsce w latach 1918-1939, Warszawa 1985.
  2. Mały rocznik statystyczny 1939, Warszawa 1939, s. 26. Badacze, analizujący wyniki spisu powszechnego z r. 1931, zgodnie oceniają, iż zawyżają one liczbę ludności polskiej. Najdalej w swej krytyce posuwa się J. Tomaszewski (Rzeczpospolita wielu narodów..., s. 25-37), twierdzący że odsetek mniejszości narodowych wynosił 35,3%. Szacunki innych autorów są nieco ostrożniejsze. Por. J. Żarnowski, Społeczeństwo Drugiej Rzeczypospolitej 1918-1939, Warszawa 1973, s. 374, 376; W. Michowicz, Problemy mniejszości narodowych, [w:] Polska Odrodzona 1918-1939. Państwo-społeczeństwo-kultura, pod red. J. Tomickiego, Warszawa 1982, s. 310-311; W. Mędrzecki, Liczebność i rozmieszczenie grup narodowościowych w II Rzeczypospolitej w świetle wyników II spisu powszechnego (1931), "Dzieje Najnowsze" 1983, nr 1-2, s. 231-252; P. Eberhardt, Między Rosją a Niemcami. Przemiany narodowościowe w Europie Środkowo-Wschodniej w XX w., Warszawa 1996, s. 101-106.
  3. Według oficjalnych - również kwestionowanych - danych z r. 1930 wynosił on 33,8%.
  4. A. Chojnowski, Koncepcje polityki narodowościowej rządów polskich w latach 1921-1939, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1979; W. Paruch, Od konsolidacji państwowej do narodowej. Mniejszości narodowe w myśli politycznej obozu piłsudczykowskiego (1926-1939), Lublin 1997.
  5. Por. ciekawe uwagi E. Dmitrowa - Przymusowe wysiedlenie Niemców w polskiej opinii publicznej 1945-1948, [w:] Kompleks wypędzenia, pod red. W. Borodzieja i A. Hajnicza, Kraków 1998, s. 118-119.
  6. S. Ossowski, Na tle wydarzeń kieleckich, "Gazeta Wyborcza" z 4 lipca 1996.
  7. Cyt. za: A. Mieczkowski, Mniejszości w polskiej myśli politycznej po II wojnie światowej (wybrane problemy), [w:] Mniejszości narodowe w polskiej myśli politycznej XX wieku, pod red. J. Jachymka, Lublin 1992, s. 209.
  8. M. Orzechowski, Odra-Nysa Łużycka-Bałtyk w polskiej myśli politycznej okresu drugiej wojny światowej, Wrocław-Warszawa-Kraków 1969, s. 52-71; M. Hułas, Rząd gen. Władysława Sikorskiego czerwiec 1940-lipiec 1943, [w:] Władze RP na obczyźnie podczas II wojny światowej 1939-1945, pod red. Z. Błażyńskiego, Londyn 1994, s. 220-221; E. Duraczyński, Granice Polski w polityce koalicji antyhitlerowskiej i w polityce polskiej, [w:] Kompleks wypędzenia..., s. 313-321.
  9. Wywiad Arciszewskiego dla gazety "Sunday Times" z 17 grudnia 1944 r. Cyt. za: T. Zabłocki-Gwasz, Kulisy głośnego wywiadu premiera Tomasza Arciszewskiego i dzisiejszy bilans Jałty, [w:] Jałta z perspektywy półwiecza, pod red. S.S. Nicieji, Opole 1995, s. 226-227. W dniu 5 stycznia 1945 r. na posiedzeniu londyńskiej Rady Narodowej Arciszewski mówił: "marszałek Stalin [...] ofiarowywał granice zachodnie, bo to nie kosztuje nikogo. Jeżeli chodzi o granice tak daleko idące, to mamy dostać Szczecin, Wrocław. Myśmy w kraju te rzeczy rozważali przy współudziale przedstawiciela departamentu ministerstwa spraw zagranicznych i po powrocie nie chcemy mieć w granicach naszych 8-9 milionów Niemców". Cyt. za: R. Turkowski, Rada Narodowa Rzeczypospolitej Polskiej (1939-1945), [w:] Władze RP na obczyźnie..., s. 438.
  10. K. Kersten, Polska - państwo narodowe. Dylematy i rzeczywistość, [w:] Narody, Jak powstawały i jak wybijały się na niepodległość?, Warszawa 1989, s. 473-477.
  11. Por. M. Orzechowski, Odra-Nysa Łużycka-Bałtyk..., s. 129-164.
  12. J. Rychl(k, Memorandum britsk(ho Kr(lovsk(ho institutu mezin(rodn(ch vztahů o transferu n(rodnostn(ch men(in z r. 1940, "Česk( Časopis Historick(" 1993, nr 4, s. 612-630.
  13. A. Kastory, Rewanż za Monachium. Z dziejów czechosłowackiej polityki wobec sąsiadów w latach 1945-1947, Kraków 1996, s. 12.
  14. Przemówienie w Izbie Gmin z 15 grudnia 1944 r. Cyt. za: K. Kersten, II wojna światowa i podział Europy, [w:] Kompleks wypędzenia..., s. 280. Zob. też: B. Pasierb, Migracja ludności niemieckiej z Dolnego Śląska w latach 1944-1947, Wrocław-Warszawa-Kraków, s. 28-29.
  15. K. Skubiszewski, Wysiedlenie Niemców po II wojnie światowej, Warszawa 1968, s. 108-109. B. Pasierb, Migracja ludności niemieckiej..., s. 30-31.
  16. Protokół obrad KC PPR w maju 1945 roku, opr. A. Kochański, "Dokumenty do dziejów PRL", z. 1, Warszawa 1992, s. 11, 42. Warto odnotować jeszcze jedną wypowiedź Gomułki: "Zmiana kursu politycznego Związku Radzieckiego w stosunku do Niemców, nas nie powinna obowiązywać. Zasada, którą powinniśmy się kierować, to oczyszczenie terenu od Niemców, budowa państwa narodowego" (ibidem, s. 43). Sekretarza KC PPR musiały zaniepokoić próby odgrywania przez stronę radziecką roli "opiekuna" ludności niemieckiej na okupowanych obszarach. Rok później redaktor niemieckojęzycznej "Deutsche Zeitung", wydawanej w Polsce przez komórki propagandy Armii Czerwonej, donosił: "Niemcy o naszych komendanturach - zwłaszcza z początku okresu powojennego - wyrażają się jako o złotym wieku. Mówią: 'Jak było wspaniale, gdy były wasze komendantury. Teraz [rządzą] Polacy - i jesteśmy zgubieni'". Raport Sokołowa z 21 maja 1946 r., [w:] Sovetskij faktor v Vostočnoj Evrope, t. 1, Moskva 1999, dok. 99, s. 299.
  17. G. Strauchold, Problem ludności rodzimej na ziemiach zachodnich i północnych a zagadnienie mniejszości niemieckiej w latach 1945-1948, [w:] Wrocławskie studia z historii najnowszej, pod red. W. Wrzesińskiego, Acta Universitatis Wratislaviensis nr 1668, Historia CXVIII, s. 265.
  18. B. Nitschke, Wysiedlenia Niemców w czerwcu i lipcu 1945 roku, "Zeszyty Historyczne" 1996, nr 118, s. 168-171.
  19. E. Cziomer, Stan i zmiana położenia ludności niemieckiej w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i Południowej po drugiej wojnie światowej, [w:] Z dziejów przemian w Europie Środkowo-Południowo-Wschodniej po drugiej wojnie światowej, pod red. M. Pułaskiego, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego MCXXII, Prace Historyczne z. 107, Studia Polono-Danubiana et Balcanica VI, Kraków 1993, s. 96-97.
  20. B. Pasierb, Migracja ludności niemieckiej..., s. 67-130; S. Banasiak, Działalność osadnicza Państwowego Urzędu Repatriacyjnego na Ziemiach Odzyskanych w latach 1945-1947, Poznań 1963, s. 77-83; E. Cziomer, Stan i zmiana położenia ludności niemieckiej..., s. 99, 102.
  21. G. Strauchold, Problem ludności rodzimej..., s. 276.
  22. Por. A. Sakson, Mazurzy - społeczność pogranicza, Poznań 1990; M. Szmeja, Dlaczego Ślązacy z Opolszczyzny nie chcą być Polakami?, [w:] Mniejszości narodowe w Polsce, pod red. Z. Kurcza, Wrocław 1997, s. 107-117.
  23. Umowy z USRR i BSRR podpisane zostały 9 września, a z LSRR - 22 września 1944 r. Układ z ZSRR zawarto 6 lipca 1945 r.
  24. K. Tarka, Litwini w powojennej Polsce 1944-1950, "Zeszyty Historyczne" 1996, z. 118, s. 123-155; E. Mironowicz, Białorusini w Polsce 1944-1949, Warszawa 1993, s. 104-116, 132-184.
  25. Dalsze uwagi dotyczą również grupy łemkowskiej, której jedynie część identyfikowała się z narodowością ukraińską. Mimo swej odrębności Łemkowie traktowani byli przez władze na równi z Ukraińcami.
  26. Wysiedlenia w latach 1944-1946 najpełniej dokumentuje praca E. Misiły - Repatriacja czy deportacja. Przesiedlenie Ukraińców z Polski do USRR 1944-1946, t. 1-2, Warszawa 1996-1999. Por. też: idem, Polska polityka narodowościowa wobec Ukraińców 1944-1947, [w:] Polska, Polacy, mniejszości narodowe, pod red. W. Wrzesińskiego (Polska myśl polityczna XIX i XX wieku, t. 8), Wrocław-Warszawa-Kraków 1992, s. 391-403; L. Olejnik, Problem ukraiński w polityce narodowościowej państwa polskiego w latach 1944-1957, [w:] Polska i Ukraina po II wojnie światowej, pod red. W. Bonusiaka, Rzeszów 1998, s. 109-115; J. Kwiek, Żydzi, Łemkowie, Słowacy w województwie krakowskim w latach 1945-1949/50, Kraków 1998, s. 93-132.
  27. Akcja "Wisła". Dokumenty, opr. E. Misiło, Warszawa 1993; A. Chojnowska, Operacja "Wisła" (przesiedlenie ludności ukraińskiej na ziemie zachodnie i północne w 1947), "Zeszyty Historyczne" 1992, z. 102, s. 2-102; R. Drozd, Przesiedlenia ludności ukraińskiej w 1947 r. w założeniach organizacyjnych i w praktyce, [w:] Polska i Ukraina po II wojnie światowej..., s. 223-242; E. Misiło Polska polityka narodowościowa..., s. 403-412; J. Kwiek, Żydzi, Łemkowie, Słowacy..., s. 132-160. Ostatnim akordem akcji "Wisła" było - już w 1950 r. - wysiedlenie kilku wsi łemkowskich w pobliżu Szczawnicy.
  28. M. Siwicki, Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich, t. 2, Warszawa 1992, dok. 43, s. 229.
  29. M. Pisarski, W nowej Polsce, "Karta" 1996, nr 18, s. 114.
  30. Najszerzej na temat powojennych losów Żydów polskich: J. Adelson, W Polsce zwanej Ludową, [w:] Najnowsze dzieje Żydów w Polsce (do 1950 roku), pod red. J. Tomaszewskiego, Warszawa 1993. Zob. też: J. Misztal, Ludność żydowska w Polsce w latach 1944-1946, "Studia Historyczne" 1994, nr 2, s. 215-230; S. Bronsztejn, Z dziejów ludności żydowskiej na Dolnym Śląsku po II wojnie światowej, Wrocław 1993; J. Kwiek, Żydzi, Łemkowie, Słowacy..., s. 13-91; ponadto K. Kersten, Pogrom Żydów w Kielcach 4 lipca 1946 r., Warszawa 1996.

menuna początekpol1944.rtf - 52 kB
Stowarzyszenie OLSZÓWKA  -  al. Armii Krajowej 141/55  -  43-300 Bielsko-Biała
tel. 0..33 816 11 96  -  e-mail : olszowka@free.ngo.pl  jacek@olszowka.most.org.pl