menuvincenz.rtf - 39 kB
Janusz Szlifiński
VINCENZ - KOCIUBYŃSKI.
LITERACKIE SPOJRZENIA NA HUCULSZCZYZNĘ.

Wiele lat trwający "romans" literatury polskiej z Huculszczyzną, przerwany gwałtownie we wrześniu trzydziestego dziewiątego roku, nigdy już nie powróci. Dziś trudno Polakom pisać o tej krainie, odległej już duchowo, odeszłej w przeszłość niby jakaś Arkadia, Atlantyda naszych wspomnień, marzeń, wyobrażanej bardziej chyba na podobieństwo krainy z baśni, niż realnego miejsca na ziemi. Dziś do górskich ścieżek Maladety czy Dolomitów bliżej nam, niż do płajów Stoha lub Dziembronii. Po upadku "żelaznej kurtyny" znowu możemy pojechać nad Pohorylec. Wznowione niedawno wyprawy do źródeł Czeremoszów pozostaną już jednak spojrzeniem ludzi "z zewnątrz", coraz bardziej obcych kulturowo, wciąż mniej rozumiejących nie tylko "ducha" tej ziemi, ale i jej mieszkańców. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że również literatura polska w kraju, poza nielicznymi wyjątkami, nie podjęła już po wojnie huculskiego wyzwania, kierując swoje zainteresowania w stronę "dozwolonej" dla siebie części Karpat, a zwłaszcza Bieszczadów i Podhala. W czasach dzisiejszych zaś Pokucie obecne jest nieomal wyłącznie w literaturze turystycznej, dokumentującej polskie powroty w "strony serdeczne". Z racji jednak gatunku piśmiennictwo takie trudno jest uznać za pełny i zadowalający literacki obraz Czarnohory. Wydaje się, iż bez ciągłej, nie tylko duchowej, ale i fizycznej bliskości tych gór nie jest już możliwe usytuowanie żywego, pełnowymiarowego świata bohaterów utworu w dorzeczach Prutu i Czeremoszu. Porównując więc obraz górskiej krainy w oczach polskich i ukraińskich twórców cofnąć się musimy do czasów, gdy żywy dialog obydwu literatur był jeszcze możliwym do zrealizowania. Podstawą do naszego porównania stanie się spojrzenie na interesujący nas obszar dwóch pisarzy, ogólnie uznanych wśród twórców obydwu narodów za najwybitniejszych spośród tych, którzy podjęli w swej twórczości wątek huculski. Będą to Stanisław Vincenz, autor tetralogii "Na wysokiej połoninie", oraz Mychajło Kociubyński, twórca opowieści "Cienie zapomnianych przodków" ("Tini zabutych predkiw").

Zmienne koleje losu sprawiły, iż Huculszczyzna nie miała szczęścia do literatury. Na jej temat powstała duża ilość prac badawczych, napisano również wiele utworów literackich, długo brakowało jednak dzieł wielkich, pisarzy ogarniających swoim talentem całokształt jej piękna i różnorodności, zwłaszcza zaś - rozumiejących specyficzną duchowość górali. Ale i utwory, które uznano za najtrafniejsze opisanie Huculii nie uniknęły swoistego "fatum". Stanisław Vincenz, który wydał pierwszą część swojej książki w roku 1936 nie miał jej już dokończyć w "swoich górach". Opuściwszy kraj po różnych perypetiach, Sokrates z Krzyworówni kończył dzieło swego życia na wygnaniu, powracając w Czarnohorę już tylko na kartach kolejnych tomów tetralogii. Podobnie rzecz miała się z piszącym ponad dwadzieścia lat wcześniej twórcą ukraińskim. Mychajło Kociubyński napisał swój utwór po powrocie z tejże Krzyworówni. Pisał go - jak sam przyznał - z tęsknoty za górami, które wywarły na nim olbrzymie wrażenie. Wszystko wskazuje na to, iż swą opowieść traktował jako "próbę pióra" przed poważniejszą, dłuższą formą powieściową, roboczo nazwaną przez niego samego "Hodowańcy". Zamiaru takiego jednak nie urzeczywistnił, w czym przeszkodziła przedwczesna śmierć pisarza w roku 1913.

W niniejszym artykule przyjrzymy się literackiemu spojrzeniu dwóch prozaików - Polaka i Ukraińca - na góry huculskie. W przypadku Kociubyńskiego podstawą porównania staną się "Cienie zapomnianych przodków". Z całej tetralogii Vincenza weźmiemy pod uwagę jedynie jej część pierwszą, wydaną przed wojną - "Prawdę starowieku", choć nasze rozważania oprzemy o jej ostatnie, najpełniejsze wydanie z roku 1980-tego. Zanim przyjrzymy się samym utworom, popatrzmy jeszcze na drogę, jaka - być może - doprowadziła do ich powstania.

Mychajło Kociubyński nieomal co roku podejmował wyjazdy do Włoch, dla ratowania podupadającego zdrowia. W drodze do domu po jednym z takich wyjazdów, w roku 1910 zawędrował w Karpaty, aby odwiedzić swoich, wypoczywających w Krzyworówni, przyjaciół. Nie było to jednak pierwsze spotkanie pisarza z górami. Już kilka lat wcześniej galicyjscy przyjaciele przesłali mu do Rosji m.in. najwybitniejszą pracę etnograficzną poświęconą góralom pokuckim, pięciotomowe dzieło Wołodymyra Szuchewycza "Huculszczyzna" w jego ukraińskim wariancie językowym. Kociubyńskiego zachwycił również zbiór pokuckich kolęd w redakcji Wołodymyra Hnatiuka. Ciekawość, jaką wzbudziła w nim poznana literatura przerodziła się w prawdziwy zachwyt, czemu autor "Cieni..." dawał wyraz w listach do swych przyjaciół. Wszystko to przyczyniło się do tego, iż po roku powrócił w Karpaty, aby zbierać materiały do swojej późniejszej opowieści. Pomimo, iż duża część krytyków uważa "Cienie zapomnianych przodków" za zupełnie odrębny rozdział w dorobku ukraińskiego nowelisty, można zauważyć, że opowieść ta dość ściśle wiąże się z całością jego literackiej spuścizny. Biorąc pod uwagę już wcześniej opublikowane utwory daje się zauważyć, iż mimo niezaprzeczalnej egzotyki jego obrazów (Krym, Mołdawia), zaineresowanie autora krąży wokół obszarów zamieszkiwanych również przez ludność ukraińską. Kociubyński nie stworzył niczego osnutego na kanwie jego podróży "do Europy", choć wiadomo, że np. Włochy zrobiły na nim niezaprzeczalne wrażenie. Jego celem było ukazanie życia mieszkańców Ukrainy w całej swojej różnorodności. Na podstawie takiego zauważenia możnaby więc postawić ostrożną hipotezę, iż Huculszczyzna w twórczości pisarza miała się stać kolejnym krokiem do podjęcia problematyki stricte narodowej, co było efektem rozbudzonych w roku 1905-tym nadziei na niepodległość. Trudnym do przecenienia faktem wydaje się wpływ osobistych losów ukraińskiego prozaika na jego recepcję wierchowińskiej kultury. Jego drodze do stanu duchownego (szkoły duchowne w Szarhorodzie i Kamieńcu Podolskim) przeszkodziła zarówno carska ochrana, jak i niespodziewana śmierć ojca. Od tej pory musiał on dzielić swój czas między pióro i walkę o zapewnienie bytu rodzinie. Blisko czterdziestoletniego pisarza, całe swoje życie borykającego się z trudnościami finansowymi, politycznymi (nadzór policyjny) oraz z własną chorobą musiał zachwycić pozornie niezależny, beztroski, spowolniony tryb życia mieszkańców krainy nad Czeremoszem. W swych listach akcentował on "pierwotność", szczęśliwość" górali, ich wolność od utrapień cywilizacji. Być może obraz Huculszczyzny łączył się w jego wyobraźni ze wspomnieniami swojego własnego, szczęśliwego dzieciństwa, spędzonego we wsiach i małych miasteczkach Podola, co w efekcie dało literacką próbę znalezienia sensu życia i śmierci, istnienia i przemijania.

Stanisław Vincenz rozpoczął pracę nad przyszłą "Prawdą starowieku" mając również czterdzieści lat. Zbieżność ta może być nieprzypadkowa. Kolejne dziesięć lat życia to przecież dla każdego okres swoistego bilansu dokonań. U Vincenza zbiegło się to w czasie z osobistymi porażkami, z rozczarowaniem wobec przyjaciół osobistych i politycznych, co zaowocowało chęcią ucieczki do krainy dzieciństwa, ucieczki przed ludźmi i cywilizacją, z jej pośpiechem i nieszczerością. Lecz zwrot ku górom motywowany był również wcześniejszym doświadczeniem pisarza oraz jego osobistymi przymiotami.

Tradycyjne wychowanie i szerokie możliwości swobodnego wyboru drogi swego kształcenia wpłynęły niewątpliwie na postać pisarza. Przebywanie w Krzyworówni, "Zakopanem Karpat Wschodnich", Mekce elity kulturalnej Lwowa, spotkanie w dzieciństwie Iwana Franki (notabene przyjaciela Kociubyńskiego) a także - w stryjskim gimnazjum - znanych później osobistości świata kulturalnego niewątpliwie rozszerzyło jego horyzonty, zbliżając jednocześnie do twórczości literackiej. Późniejsze studia we Lwowie i Wiedniu, wykorzystane dla wszechstronnego rozwoju własnej osobowości pogłębiły bez wątpienia zdolność duchowych przeżyć twórcy "Zwady". Jednak najsilniej wpłynęła na młodego Vincenza nauka greki i łaciny w gimnazjum w Kołomyi. To wówczas zapoznał się z całą grecko-łacińską spuścizną, której pozostał wierny do końca życia. Wówczas również przyjął za swoją filozofię Homera, wspartą na dwóch pojęciach: "xeinos" ('gościnność, otwartość'), oraz "aidôs" ('wstyd, takt'), która to filozofia dała mu możliwość właściwej oceny roli wielu różnych komponentów narodowych w istnieniu całości, nazywanej Galicją. Pisarz do tego stopnia przejął się "Iliadą" i "Odyseją", że stały się one dla niego swoistym punktem odniesienia do współczesności. W nich znajdował ucieczkę i odpowiedzi na nurtujące go pytania. Nic zatem dziwnego, że gdy Odyseusz z Bystrzca po swych burzliwych wędrówkach po wiedzy (Kołomyja, Stryj, Lwów, Wiedeń), frontach Pierwszej i polsko - bolszewickiej wojen, a także po próbie sił w polityce osiadł w swojej Itace - Bystrzcu z zamiarem odnalezienia w literaturze swojej duchowej przystani, właśnie Homer pokazał mu właściwą drogę. Rodzinna Huculszczyzna połączona z ulubioną, starą kulturą pasterskiej Grecji Homera wskazała nie tylko przesłanie, ale również i formę jego dzieła - epos. Pomocne w takim wyborze było również stałe zwrócenie Vincenza w kierunku "prapoczątku" kultury i cywilizacji europejskiej. Po tych kilku uwagach wstępnych przejdźmy teraz do krótkiego porównania samych utworów.

Różnice dzielące "Prawdę starowieku" od "Cieni zapomnianych przodków" widoczne są już przy pierwszym z tymi utworami spotkaniu. Omówimy je pokrótce. O ile polski epos jest dość szeroko znany, a w latach ostatnich przeżywa nawet swoisty renesans popularności, streścimy tu krótko jedynie utwór Kociubyńskiego. Ukraińska opowieść o górach i ich mieszkańcach omawia losy jednego bohatera, Iwana Palijczuka z Hołów. Narrator opowiada jego losy od narodzin aż do tragicznej śmierci. Podąża w ślad za nim po płajach i połoninach Czarnohory, ukazuje czytelnikom codzienne życie pasterzy. Iwan żyje w rodzinie ubogiej, której los pogarsza się jeszcze po śmierci ojca bohatera w bójce, jaka wywiązała się w czasie powrotu z chramu - odpustu cerkiewnego. Zmuszony trudną sytuacją w domu odchodzi w góry, by zarobić na swoją gazdowską przyszłość. Jest jednak jeszcze jedna, ważniejsza przyczyna. Palijczuk zakochany jest z wzajemnością w dziewczynie należącej do wrogiego rodu, Mariczce Huteniukównie, której krewni nie chcą się zgodzić na poślubienie przez nią wroga, a w dodatku - biedaka. Młodzi rozstają się, przyrzekając sobie wzajemnie pamięć i wierność. Gdy jednak Iwan wraca z gór, okazuje się, że dziewczyna zniknęła. Łegiń podejrzewa początkowo wrogi ród, stopniowo jednak dociera do niego, że dziewczyna nie żyje. Zginęła w nurtach Czeremoszu, kiedy szła odwiedzić go na połoninie. Iwan znika ze wsi, by po kilku latach wrócić jednak bogatym, ożenić się z bogatą dziewczyną i założyć własne gospodarstwo. Nie kończą się jednak jego kłopoty, których przyczyną jest tym razem sąsiad - czarownik. To on czarami doprowadza do upadku Iwanowe gospodarstwo. Sam główny bohater nie zapomina o swojej Mariczce, tęskni za nią, a w końcu wybiera śmierć świadomie podążając za przybierającą postać wybranej niawką.

Utwór Kociubyńskiego zewnętrznie odróżnia od "Prawdy starowieku" przede wszystkim forma. Podczas gdy "Prawda starowieku" nosi wszelkie cechy eposu, "Cienie zapomnianych przodków" są opowieścią, tzn. formą pośrednią między powieścią a nowelą. Narracja prowadzona jest zgodnie z zasadami modernizmu, którego przedstawicielem w literaturze ukraińskiej był autor. Opowiadacz prowadzi swój monolog tak, iż czytelnik ogląda świat oczyma bohaterów, lepiej dzięki temu rozumiejąc ich mentalność i sposób widzenia rzeczywistości. Zauważalny jest ekspresjonizm, pisarz oddziaływuje na odbiorcę za pomocą nie samego tylko słowa, lecz również obrazu i dźwięku. Charakterystyczną cechą ukraińskiego utworu jest nieomal "przelewanie się" jednego obrazu w drugi, płynne przechodzenie między poszczególnymi scenami, co nasuwa na myśl porównanie ze sztuką filmową, a zarazem nadaje całości dzieła pewnej łagodności, poetyckości, jak łagodną i poetycką była Huculszczyzna w oczach samego autora. Powoduje to także bardzo wyraźne spowolnienie upływu czasu, co sprawia, iż czytając zapominamy o przynależności tekstu do formy krótkiej. Inną cechą właściwą temu dziełu jest akcentowanie samotności bohatera w jego walce ze światem, tym realnym i tym nadprzyrodzonym, w postaci niawek, aridnyków, szczeznyków i innych mieszkańców lasu. Samotność górali, zwłaszcza pasterzy musiała zwrócić na siebie uwagę przybysza z nizin. Nie wydaje się jednak, by wydała się ona Kociubyńskiemu szczególnie dokuczliwą. Wiemy z listów oraz tekstów literackich tego autora, że codzienny zgiełk był dla niego czymś męczącym i niepożądanym. Należy sądzić, iż samotność górali, od wieków wiernych swojej kulturze i obyczajom, zwycięskich w walce z otaczającym żywiołem, była w zamyśle twórcy jednym z elementów optymistycznych, mających wskazywać na rezultat walki o niepodległość własnego narodu. Na walce z otaczającym ludzi złem zbudowana jest zresztą całość "Cieni...". Mychajło Kociubyński wyraźnie mitologizuje świat swoich bohaterów. Co jednak ciekawe, w świecie tym zauważa jedynie walkę z siłami przyrody i złymi mocami, niemalże pomijając w życiu górali aspekt religijny, zupełnie zaś nie biorąc pod uwagę konfliktów na tle socjalnym, czy choćby narodowościowym mimo, iż ich istnienia był w pełni świadomym. Wprowadzenie takich elementów na karty utworu mogłoby jednak osłabić optymizm pokuckiego życia, będący zasadniczym przesłaniem całości dzieła. Z tego samego powodu również bieda Hucułów przedstawiona jest w utworze łagodnie, jak coś zwyczajnego, nie zakłócającego górskiej harmonii. Wspomniana powyżej walka postaci utworu z siłami przyrody wpływa natomiast wyraźnie na sposób widzenia natury przez ludzi. Góry, lasy, rzeki pełne są ukrytej groźby pod adresem górali, w zaroślach i korzeniach drzew kryją się złe duchy, a cały świat czeka tylko na jeden fałszywy krok, aby sprowadzić zgubę na bohaterów.

Epopeja Stanisława Vincenza proponuje nam inne widzenie kilku spośród omówionych powyżej elementów. Forma eposu umożliwia twórcy odejście od awangardowych form narracji w stronę bardziej archaicznej, gawędziarskiej postaci opowiadacza, pozwalającej nawiązać bezpośredni, nieomal fizyczny kontakt ze słuchaczem. Ów huculski powiastun opisuje postacie z zewnątrz, tak jak widzi je on sam, lecz także tak, jak widzi je polski czytelnik, osoba należąca do nieco innego kręgu kulturalnego i językowego. Sam język Vincenza jest przedziwnym konglomeratem z jednej strony języka polskiego, z drugiej znów - ukraińskiego w jego huculskiej odmianie. Ta charakterystyczna cecha dzieła czyni go jeszcze bardziej niezwykłym, dodatkowo spowalniając tempo jego lektury, co było wyraźnym zamiarem autora. Tu istotna uwaga. O ile polski twórca skupia swoją uwagę głównie na leksyce ogólnoukraińskiej, uwagę Kociubyńskiego przyciąga, co zrozumiałe, specyficzna leksyka huculska, jak również - niezwykła dla Ukraińców - fonetyka tej grupy etnograficznej. Powróćmy jednak do Vincenza. Odmiennie niż autor ukraiński osiąga on spowolnienie czasu w swoim dziele. Rozwiązanie podpowiada tutaj zastosowana forma eposu. Narrator "Prawdy starowieku" mówi wolno, niespiesznie, mnożąc epitety i porównania, dokumentując otaczający go świat, jak gdyby bojąc się, by nie pominąć żadnego jego okrucha. Autor polski nie opowiada dziejów swego narodu w losach jednej postaci. Bogaty w doświadczenie Wojny Światowej Vincenz maluje swoje obrazy szeroką plamą, zapisuje, chroni, ocala w słowach odchodzącą w przeszłość swoją małą ojczyznę. W takim podejściu autora kryje się pesymizm "Prawdy starowieku", podkreślony jeszcze nagłym i pełnym zadumy przerwaniem opowiadania przez głównego powiastuna - Andrijka. Zakończenie "Cieni ..." jest tymczasem optymistyczne, choć niesamowite. Wokół ciała zmarłego tragicznie bohatera widzimy tam trwającą zabawę, oraz - co ważne - bawiące się dzieci. W odróżnieniu od Kociubyńskiego Stanisław Vincenz pozostawia słuchaczy swej gawędy w żalu i tęsknocie za utraconą dawnością, której przypisuje cechy "złotego wieku" Wierchowiny. Według niego dopiero przyjście z nizin panów sprowadziło w góry niesprawiedliwość, głód, choroby, niezgodę i smutek, niegodny "prawdziwego chrześcijanina". Paradoksalnie więc, z dwu omawianych przez nas utworów, to ten polski dokładniej opisuje istniejące na Pokuciu konflikty, oraz - po swojemu - wyjaśnia ich przyczyny. Wspomniany powyżej pesymizm pierwszej części huculskiej tetralogii, przewijając się w ciągu całego utworu, ostatecznie ujawnia się jednak dopiero na ostatnich kartach dzieła. Wrażenie jakie wówczas wywiera na odbiorcy jest tym silniejsze, że całość utworu pełna jest bezpośredniego i ukrytego, czasami rubasznego humoru, właściwego narratorom ludowym, choć niekiedy kryjącego całkiem nie-ludowe aluzje. Humor ten jest u gazdy z Krzyworówni pełen wewnętrznego ciepła, pobłażliwości wobec świata i ludzi, łagodności i serdecznej radości życia. Radość taka cechuje zarówno samego autora "Na wysokiej połoninie", jak i jego bohaterów. Na stronach eposu ciągle podkreślana jest gościnność gazdów, ich wewnętrzna potrzeba uprzejmości wobec napotkanych po drodze, również wobec wrogów, chęć "nabywania się" z innymi, rozmów z drugim człowiekiem. Jednocześnie wyjaśniona zostaje przyczyna takiego zachowania się pasterzy. Jest nią samotność, w "Prawdzie starowieku" przybierająca postać ciężkiego brzemienia, trudnego do uniesienia dla mieszkańców Wierchowiny. To samotność powoduje, iż górale czują potrzebę rozmów, i to nie tylko z ludźmi, lecz także ze skałą, drzewem, źródłem, Słońcem - panem całego świata, symbolem Boga-Stwórcy. To samotność sprawia, że cała przyroda (nawet niedźwiedź) jest u Vincenza uosobieniem łagodności, życzliwości, żywą istotą czekającą na uśmiech i opiekę gazdów. W całym świecie Hucułów jedna tylko istota nie jest życzliwa człowiekowi. To Bies, król zła i ciemności, z którym gazdowie prowadzą ciągłą i bezpardonową walkę, pełną wzajemnych sztuczek i podstępów. W przeciwieństwie jednakże do bohaterów Kociubyńskiego nigdy nie walczą oni samotnie. W swych zmaganiach ze złem wspomagani są przez wszystkie siły dobra, którymi są Bóg, święci, oraz miejscowi zamawiacze.

Porównując różnice pomiędzy "Cieniami zapomnianych przodków" i "Prawdą starowieku" nie sposób pominąć znacznie liczniejszych elementów łączących obydwa dzieła. Zbieżności takie istnieją w wielu płaszczyznach utworów, dając świadectwo podobnego sposobu postrzegania świata przez dwóch różnych literatów. Podobnie ujęto takie kategorie utworów, jak czas, narracja lub bohater, podobnie przedstawia się stosunek górali do kwestii np. wolności. Najliczniejsze chyba cechy wspólne znajdujemy wśród bohaterów polskiego i ukraińskiego obrazu Wierchowiny.

W przypadku bohatera zbiorowego, czyli Hucułów jako grupy etnicznej, podobieństwa te wynikają głównie z tożsamości obiektu zainteresowań obydwu twórców, jak również podobnego przesłania obydwu obrazów. Przesłaniem tym była pochwała życia Wierchowińców, świeżości połączonej z archaicznością ich kultury, a jednocześnie przeciwstawienie nadziei i wiary w życie wieczne - przemijaniu i śmierci. Z pewnością zbieżności takie nie są przypadkowe, gdy chodzi o dwie postacie indywidualne utworów: Iwana Palijczuka z "Cieni ..." oraz Dmytra Wasyluka z "Prawdy starowieku".

Obaj bohaterowie są mieszkańcami Hołów. Rodzą się jako ostatni męscy potomkowie rodu, co nadaje im szczególnego znaczenia wobec innych. Usposobienie postaci jest pokojowe, w konflikcie biorą udział jedynie w ostateczności. Życie zmusza ich do odejścia w góry. Palijczuk czyni to dla zarobku, musi wszak zostać gazdą, by poślubić Mariczkę. Dmytro z kolei ucieka przed mandatorską obławą. Towarzyszką życia obydwu postaci jest floara, pocieszająca ich w chwilach samotności. Sama natomiast samotność, jak już wspomnieliśmy, to nieodłączna cecha życia górali w obydwu obrazach Wierchowiny. "Towarzyszy" ona również Dmytrowi i Iwanowi w ciągu całego ich życia. Wspólną cechą obydwu łeginyków jest także i to, że w ogólnym rachunku ich życie nie było czymś koniecznym dla losów Huculszczyzny. Pamiątką po nich pozostały jedynie - pieśni. Dwaj górale pokochali dziewczynę z wrogiego rodu. Miłość ich, choć szczęśliwa, nie była jednak wieczną. Zakończyła ją śmierć wybranki. Bohaterowie próbowali znaleźć pocieszenie w ramionach innej kobiety. Bez skutku. Już do końca swoich dni skazani byli na poszukiwanie swojego utraconego szczęścia i wspominanie ukochanej. Ich życie dobiegło końca na wysokiej górze nad wodą. Co ciekawe, dobrowolne, trwające siedem lat wygnanie Iwana kończy się jego powrotem i ślubem z Pałahną. Wygnanie natomiast Dmytra, przymusowe, również prowadzi do ślubu - z turecką księżniczką. Małżeństwo prowadzi jednak obydwu górali do kolejnej ucieczki. Iwana - w objęcia przybierającej postać Mariczki niawki, zaś Dmytra - na świętą górę Athos. Na wzajemną zależność obydwu huculskich postaci wskazuje również, z całą pewnością świadome, zastosowanie przez Stanisława Vincenza skontrastowania charakterów łeginyków oraz ich wybranek: Iwan i Dmytro oraz Mariczka i Ołenka stanowią wobec siebie dokładne przeciwieństwa.

Jak więc widzimy, porównanie dwu największych obrazów Huculszczyzny w literaturze polskiej i ukraińskiej może doprowadzić nas do bardzo ciekawych wniosków, zarówno jeśli chodzi o łączące obydwa utwory podobieństwa, jak i dzielące je różnice. Gdy mówimy o rozbieżnościach pomiędzy dwoma dziełami, wydaje się, iż przyczyną ich powstania była między innymi narodowość autorów i wiążący się z nią odmienny sposób patrzenia na Hucułów jako grupę etniczną. Dużą rolę odegrał tu również czas powstania utworów. Pierwsza wojna światowa, jaka przetoczyła się po Europie wraz z towarzyszącymi jej konfliktami narodowościowymi uświadomiła piszącemu piętnaście lat później Stanisławowi Vincenzowi kruchość pozornie wiecznej, pasterskiej kultury. Pewne znaczenie miał tu także charakter każdego z pisarzy. Podczas kiedy towarzyski Vincenz szukał wciąż nowych znajomości, zmęczony życiem Kociubyński tęsknił za spokojem i samotnością. Znalazło to swoje odbicie w ich utworach. Akcentowanie samotnej lub też wspólnej walki człowieka za złem znalazło swój pośredni wyraz w sposobie patrzenia na górską przyrodę. Dodatkowo przyroda owa inne wrażenie wywierała na przybysza z nizin, jakim był pisarz ukraiński, inne zaś na autora "Prawdy starowieku", traktującego Huculszczyznę jako przytulną i bezpieczną krainę swojego dzieciństwa.

Przyczyną powstania zbieżności pomiędzy obydwoma tekstami było niewątpliwie to, iż obaj pisarze korzystali z tychże samych źródeł, jakimi były m.in. prace Wołodymyra Szuchewycza, Wołodymyra Hnatiuka oraz Ołeksandra Onyszczuka. Podobne u dwu piewców Huculszczyzny umiłowanie piękna i harmonii przyczyniło się do tego, iż powodem powstania ich dzieł stała się chęć uwiecznienia piękna i harmonii archaicznej kultury Wierchowińców. Jednakże w wielu przypadkach podobieństwa owe są celowym zamiarem polskiego twórcy. Stanisław Vincenz znał dobrze "Cienie zapomnianych przodków", należały one do książek, które najbardziej sobie cenił. Nieprzypadkowo wspomniał je w pierwszym, przedwojennym wydaniu "Na wysokiej połoninie". Wydaje się więc, że doprowadzenie przez niego do licznych, wyraźnych współbrzmień obydwu tekstów, niejednokrotnie dosłownych cytatów, lub przeciwnie - kontrastów, posiada swój głęboki sens. Stanisław Vincenz, obok uśmiechu porozumienia w stronę kultury ukraińskiej, dołączał się do trwającej od pokoleń literackiej dyskusji wokół spraw Wierchowiny, wyrażając swoje zdanie na temat myśli, wypowiadanych przez swoich poprzedników.


Bibliografia :


  1. Stanisław Vincenz, Na wysokiej połoninie. Obrazy, dumy i gawędy z Wierchowiny Huculskiej, Warszawa 1936
  2. Stanisław Vincenz, Na wysokiej połoninie. Obrazy, dumy i gawędy z Wierchowiny Huculskiej, Warszawa 1980
  3. Stanisław Vincenz, Po stronie pamięci, Paryż 1965
  4. Stanisław Vincenz, Po stronie dialogu, Warszawa 1983
  5. Stanisław Vincenz, Z perspektywy podróży, Kraków 1979
  6. Jan A. Choroszy, Huculszczyzna w literaturze polskiej, Wrocław 1991
  7. Jan A. Choroszy, Kraina Vincenza, [w:] Pamiętnik PTT, t.3, Kraków 1994,s.43-52
  8. Jan A. Choroszy, Romans z Huculszczyzną, [w:] Wierchy rocznik 53, s.33-55
  9. Jacek Kolbuszewski, Koniec dawności, [w:] Wierchy rocznik 53, s.56-71
  10. Ryszard Łużny, "Epos huculskie" Stanisława Vincenza, czyli "jak jest zrobione" dzieło "Na wysokiej połoninie", [w:] Specimina Philologiae Slavicae, Sprach- und Kulturkontakte, im Polnischen, Verlag Otto Sagner, M(nchen 1987, s.605-611
  11. Aleksander Madyda, W poszukiwaniu jedności człowieka i świata. Folklor w twórczości Stanisława Vincenza, Toruń 1992
  12. Włodzimierz Próchnicki, Człowiek i dialog. Na wysokiej połoninie Stanisława Vincenza, Kraków 1994
  13. Studia o Stanisławie Vincenzie, red. Piotr Nowaczyński, Lublin - Rzym 1994
  14. Stanisław Uljasz, Literatura Kresów. Kresy literatury, Rzeszów 1994

menuna początekvincenz.rtf - 39 kB
Stowarzyszenie OLSZÓWKA  -  al. Armii Krajowej 141/55  -  43-300 Bielsko-Biała
tel. 0..33 816 11 96  -  e-mail : olszowka@free.ngo.pl  jacek@olszowka.most.org.pl